IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Salon/Pokój dla klientów

Go down 
AutorWiadomość
Sherlock Holmes
Spectacularly ignorant
avatar

Join date : 16/09/2012
Liczba postów : 407

Skąd : Hutton le Moors, UK

Humor : So excited.

PisanieTemat: Salon/Pokój dla klientów   Czw Wrz 27, 2012 7:44 am


Na ścianach położona tapeta... prawdziwa, wiktoriańska.
Podobnie jak w pros... piwnicy podłoga jest wyłożona drewnianymi deskami, jednak przy wejściu do salonu słychać nieznacznie głośniej kroki gościa, ot taki specjalny trik.
Po lewej stronie stoi potężny fotel, który już od momentu ujrzenia krzyczy: "Usiądź na mnie! Jestem wygodny!" a na nim leży niedbale rzucona mała poduszeczka z wyhaftowaną brytyjską flagą. Jest to fotel Watsona. Na oparciach fotelu (i innych meblach) walają się różnorakie książki poczynając od kryminałów a kończąc na podręcznikach anatomii, które z niemal ohydnymi szczegółami opisywały ludzką budowę. Za fotelem stał subtelny regał na książki, które książek nie przypominały, gdyż były to misternie wynajdywane białe kruki o przeróżnych datach wydania. Po prawej zaś stoi drugi fotel, który już nie jest tak wygodny jak jego sąsiad. Fotel ten jest już wykonany w duchu współczesności. Te kanciaste kształty, metalowa rama... Mimo to jest to osobisty fotel Holmesa, na którym tylko on ma prawo siadać.
Po środku stoi kominek, którego nikt nie zapalał od wieków... w sumie po co? Nad kominkiem znajdywało się duże lustro, które ukazywało gościa pragnącego dostać się do jego mieszkania. Praktyczny wynalazek, nie? Co ciekawe... do kominka były przybite nożem liczne kartki o różnych treściach. Stąd też obok widać było mocne zagłębienia przynoszące na myśl rany kłute na ciele ofiary.
Na podłodze też znajduje się pościągany, stary perski dywan... zajmuje on tyle co wycieraczka, jednak uparty detektyw trzymał go przy kominku.
Naprzeciw pieca stoi też potężna kanapa wykonana z brązowego(?) skóropodobnego materiału na którym gołym okiem widać odcisk ciała Sherlocka. Jest to miejsce gdzie najwięcej spędza on czasu. Na kanapie gdy nie ma właściciela to leży jego anty-szokowy pomarańczowy kocyk i granatowy szlafrok. Niezbyt wysoko acz nad kanapą też widnieje lampa, której obecność tutaj zdradza przeznaczenie kanapy. Holmes woli spać na tym niż na swym łóżku... a czy on jeszcze ma łóżko?'
Przy kanapie stoi też niski stoliczek przeznaczony do przetrzymywania filiżanek herbaty a także służy jako "podstawek" pod prawdziwą ludzką czaszkę którą zakupił... kiedyś. Chłopak często gawędzi z nią gdy też jest niezwykle znudzony... Chociaż teraz został przechrzczony na Yoricka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://thegameison.forumpolish.com
Sherlock Holmes
Spectacularly ignorant
avatar

Join date : 16/09/2012
Liczba postów : 407

Skąd : Hutton le Moors, UK

Humor : So excited.

PisanieTemat: Re: Salon/Pokój dla klientów   Pon Paź 01, 2012 5:30 pm

"Here dwell together still two men of note
Who never lived and so can never die:
How very near they seem, yet how remote
That age before the world went all awry."

Poemat ten wypłynął ze ściśniętego z nerwów gardła Sherlocka, gdy tylko przedostał się z 221c do 221b jakimś tam mało rzucającym się w oczy przejściem. Dobrze wiedział cóż to za poemat, było to... "221b" od Vincenta Staretta, swoista inwokacja autora "The Private Life of Sherlock Holmes". Zaraz co... jak to możliwe? Otóż istnieją tu wszystkie okołosherlockowe sprawy kulturowe jak i kanon od Arthura Conan Doyle'a. Jednakże zapytacie - czy to ma sens? Otóż... w pewnym sensie ma, gdyż jak widać historia zatoczyła koło i w nowym duchu pojawia się to co miało miejsce w 1895 roku. Mimo to współczesny Sherlock nie ma bladego pojęcia o tym czy wiktoriański detektyw był jego przodkiem... W sumie to nigdy się tym zbytnio nie przejmował. Chociaż młody Sherlock zaczytywał się w powieściach o jego imienniku z wypiekami na twarzy co łagodziły w pewnym sensie jego srogie oblicze.
I proszę bardzo Holmes znów postawił nogę w swym wynajętym mieszkaniu na 221b. Dobrze wiedział, że nikogo tu nie zastanie... no może prócz Yoricka, którego przywitał delikatnym muśnięciem palców po mózgoczaszce przy tym szepcąc cicho "Poczekaj aż John mnie zobaczy"... opuszkami palców wodził z czułością po każdej nierówności będącej efektem raka kości, który wyjątkowo mocno przerzedził strukturę tkanki kostnej powodując ażurową aparycję czaszki.
W końcu po chwilowej rytualnej wręcz przechadzce po 221b gdzie jego płaszcz jak zawsze zataczał piękne okręgi zajmując większość pokoju swym jestestwem. W końcu ta kamienica była dla Sherlocka (i zapewne i dla Watsona) tym miejscem, którego "nie ma na mapie, gdyż prawdziwych miejsc na takowej nigdy nie ma". Co prawda są to słowa amerykańskiego powieściopisarza Hermana Melville'a ale jakże to odpowiednie do tegoż sposobu myślenia tej ponadczasowej dwójki. Wracając jednakże do tego co jest, a nie co się dzieje - Sherlock prędko odnalazł futerał na swego dziewiętnastowiecznego Stradivariusa, którego nie miał wyjątkowo długo w swych rękach. Tak więc moment, gdy mógł z wielkim namaszczeniem wysunąć wpierw smyczek, a następnie całe smukłe skrzypce był dla niego wyjątkowo pięknym doznaniem. Kościste palce Sherlocka zacisnęły się więc na żabce smyczka tylko po to by zsunąć się powoli do śrubki i rozluźnić naprężenie włosia. Po tej czynności wysunął z pobocznej prowizorycznej kieszeni brunatną kosteczkę, która dla znawcy okazuje się być kalafonią służącą do odpowiedniego przygotowania smyczka do gry. Tym razem jednak w pośpiechu zajął się smyczkiem i też lewą ręką pochwycił w swe panowanie szyjkę skrzypiec by móc unieść je na poziom swej brody by mogły one spocząć na jego ramieniu między nim, a brodą. Wprawny skrzypek dojrzałby wiele wad w postawie detektywa, jednakże jego to nie interesowało kompletnie. Potrafił wydobyć z duszy instrumentu odpowiednie brzmienie... i tym właśnie się zajął. Wpierw skrzypce wydawały jazgot... mimo to Sherlock był wyraźnie rad z bliskości Stradivariusa stąd też na jego ustach wymalował się błogi uśmiech.
W końcu przystąpił do gry. Wpierw były to dźwięki długie, mimo to spokojne... dopiero po dłuższej chwili przyspieszył on tempo swej gry dodając do niej znacznie to ostrzejszych wręcz drapieżnych ruchów smyczkiem... mimo to wodził w zupełnym spokoju z nienaturalną wręcz subtelnością po podstrunnicy, czasem zapuszczając swe opuszki palców aż do prożka górnego.
Nie przerwał nawet, gdy pojawił się przed nim, John... gdyż teraz pomiędzy gwałtownością i delikatnością ruchów znajdował się on w zupełnie innym świecie gotując się do powitania Johna z należnością jaką się mu należała za te cierpliwe wyczekanie trzech lat w zupełnej samotności.

---
Utwór grany przez Sherlocka: KLIK
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://thegameison.forumpolish.com
John H. Watson
Unbeatable Conductor of Light
avatar

Join date : 28/09/2012
Liczba postów : 78

Humor : i don't know

PisanieTemat: Re: Salon/Pokój dla klientów   Sob Paź 06, 2012 2:19 pm

Trzy lata. Minęły dokładnie trzy lata odkąd Jego współlokator i partner zostawił Johna kompletnie samego, właściwie bez słowa jakiegokolwiek wyjaśnienia. Nic.
Choć lekarz wiedział, że ten poślubił pracę i była ona ponad przyjacielem, to jednak wyjątkowo mocno bolał go ten fakt. Minęło dużo czasu. Trzydzieści sześć miesięcy. Trzy lata. A on wciąż nie potrafił przejść z tym do porządku dziennego.
Nie był osobą, która szybko traciła nadzieję. Choć próbował wybić sobie tę niedorzeczną myśl z głowy, cały czas wydawało mu się, że gdy wróci do domu, będzie miał do kogo otworzyć usta. A tak... witała go cisza. Kiedyś upragniona, teraz nienawidził ją z całego serca.
Całkowicie zajęty pracą, do mieszkania wracał tylko na noc, by się zdrzemnąć. Całymi dniami przesiadywał w klinice, choć pomoc innym nie cieszyła go tak bardzo jak kiedyś. Na pieniądzach również nie zależało mu tak bardzo - ważniejsze było dla niego to, że swe myśli może skupić na czymś innym niż upadek Sherlocka.
Dużym oparciem dla niego było wiele znajomych, którzy - choć wcale nie musieli, dawali z siebie wszystko, by pokazać lekarzowi, że cały czas są osoby na które może liczyć. Może i to dzięki nim jeszcze nie rzucił tego wszystkiego...?
Wchodząc do mieszkania, zdawał się być wykończony dzisiejszym dniem. Marzył aby położyć się na kanapie, skulić w kłębek i zasnąć na parę godzin. Od czasu śmierci przyjaciela nie było nocy, którą przespałby całą, od wieczoru do rana. Zawsze budził się choć raz, może dwa.
Gdy muzyka dobiegła do jego uszu, zatrzymał się niczym porażony prądem. Uniósł głowę i spojrzał na schody, prowadzące do salonu - jego źrenice nienaturalnie się rozszerzyły. Dłonie zaczęły drżeć. Nie. To niemożliwe.
Nie pamiętał momentu, w którym przeszedł po schodach i stanął w drzwiach. Robił to automatycznie, jakby w jakimś amoku. Wpatrując się w mężczyznę, jego warga autentycznie drżała. Miał się rozpłakać? Nie. Podszedł bliżej, po czym położył dłoń na Jego torsie. Chciał sprawdzić, czy to nie jest przewidzenie.
- Przecież Ty nie żyjesz.- szepnął, jakby z wyrzutem w głosie. Zostawił go. Zostawił go aż na trzy lata, tak po prostu, samemu sobie! Odszedł!
Nagle zmrużył oczy i gwałtownie uniósł dłoń, uderzając Go w policzek z pięści. Szok przerodził się we wściekłość. Dygotał wręcz, patrząc na Niego.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sherlock Holmes
Spectacularly ignorant
avatar

Join date : 16/09/2012
Liczba postów : 407

Skąd : Hutton le Moors, UK

Humor : So excited.

PisanieTemat: Re: Salon/Pokój dla klientów   Sob Paź 06, 2012 3:09 pm

Szczęśliwi czasu nie liczą... jednak tutaj to wszystko było dalekie do szczęścia. Więc może i obliczanie czasu, który minął od momentu Upadku to dobry pomysł w tej kwestii. A więc trzy lata, trzydzieści sześć miesięcy, tysiąc dziewięćdziesiąt sześć dni... i naprawdę ale to naprawdę dużo godzin.
Tylko John nie zauważył jednej rzeczy. Sherlock poślubił pracę ale znaczną częścią tej pracy był właśnie Watson. Po za tym czy on nie czytał tego liściku, który zostawił... w kieszeni swego płaszcza w razie gdyby miało stać się coś nieprzewidzianego (a upadek z dachu szpitala to jedna z tych rzeczy właśnie) by jego współlokator go odnalazł. Tam było wszystko wyraźnie wytłumaczone, chociaż i tak ukazane pod postacią znacznie eufemistyczną jak to Sherlock zwykł wszystko ukrywać. W końcu dla niego większego sensu nie ma by wszystko było krystalicznie przejrzyste i proste. Wierzył, że John zrozumie co się kryje za tymi wszystkimi pokrętnymi słowami. W końcu był naprawdę bystry. Bynajmniej w odczuciu Holmesa, a to jest niewątpliwie ogromny komplement mający większą wartość od pochwał fenotypu człowieka.
Sherlock wiele razy wracał tu do 221b gdy tylko John faktycznie spał. Czasami sytuacja wyglądała dość zabawnie, gdy doktor nagle przebudzał się - detektyw zmuszony był chować się po kątach ciemnego salonu byle tylko ten go nie zobaczył. Doglądał go noc w noc, a czasami nawet i zdarzało mu się głaskać go po głowie jakby uspokajająco. Nie było nocy, w której detektyw nie pojawił się by dotrzymać mu towarzystwa. Holmesowi zdarzało się też i zostawiać żółte karteczki z napisem "Get milk.", "Tea please." w miejscach, gdzie miał pewność, że lekarz to znajdzie. Nie dał mu o sobie zapomnieć, gdyż niedaleko kliniki Watsona jego znajomy Raz namalował na ścianie budynku naprzeciw ogromny jaskrawożółty napis "I believe in John H. Watson".
Tym razem jednak detektyw pojawił się wczesnym wieczorem czekając cierpliwie na powrót swego ukochanego przyjaciela przy tym muskając z czułością struny swego instrumentu dla zabicia czasu. Nie chciał nawet myśleć jak długo czekał na niego. Kilka godzin w porównaniu do trzech lat były... zupełnie niczym.
Wydał z siebie ciche westchnięcie czując dotyk jego wspaniale rozgrzanej dłoni, którą zaraz to nakrył swą - lodowatą z czułością muskając jego wierzch dłoni zatrważająco zimnymi opuszkami palców.
-John... jestem tutaj. Sam to widzisz. Nawet nie wiesz jak tę-...! -detektyw upadł na podłogę widocznie zaskoczony. No dobrze... tego się nie spodziewał. Ale w sumie to zasłużył na to w pełni. Podniósł się nieco niemrawo po czym objął bardzo mocno doktora przyciągając go blisko do siebie tylko po to by dobrać się do jego ust. Ucałował go namiętnie w usta, chociaż i tak widać było brak jakiejkolwiek większej wprawy detektywa. W końcu był prawiczkiem, prawda? Nagle po jego policzkach poczęły spływać łzy w zupełnej ciszy...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://thegameison.forumpolish.com
John H. Watson
Unbeatable Conductor of Light
avatar

Join date : 28/09/2012
Liczba postów : 78

Humor : i don't know

PisanieTemat: Re: Salon/Pokój dla klientów   Sob Paź 06, 2012 4:02 pm

Sherlock rzadko okazywał mu jakiekolwiek pozytywne uczucia. Faktycznie, może nieco cieplej traktował go niż resztę ludzi, ale i tak to nie było tym, czego John pragnął. Nie prosił jednak o nic, starając się czerpać radość z tego, co w ogóle udało mu się otrzymać.
Poświęcenie Sherlocka dla niego było olbrzymie, to prawda. Właściwie tylko dzięki temu aktowi udało mu się zrozumieć, że jego osoba wcale nie była detektywowi tak obojętna, jak starał się pokazywać jeszcze za życia.
Czy widział karteczki? Tak. Był jednak wystarczająco załamany, by nawet nie pomyśleć, że to jego sprawka - bardziej podejrzewał o to panią Hudson czy jakieś dzieciaki z okolicy, które znalazły sobie wspaniałą zabawę, jaką było męczenie doktora.
Czy czuł jego dotyk? Nie. Szkoda, że Sherlock nigdy nie wpadł na pomysł, by obudzić Go. Nie ufał mu? Czym zasłużył sobie Watson, by Sherlock przestał mu ufać?
Nigdy nie zdradził Go. Lojalny, niczym wierny piesek biegał za nim, stał murem, nie było sytuacji by ten się od niego odwrócił. Ale jednak... Holmes nie powiedział mu, że śmierć tak naprawdę była fałszywa. Wolał przyglądać się cierpieniu mężczyzny, nie starając się w żaden sposób tego odkręcić. Zrobił to po trzech latach. Trzy cholerne lata.
- Nie chciałeś mnie znać? Przyznaj się! Przyznaj się, że bawiłeś się cholernie dobrze, gdy mnie nie było!- wykrzyczał Mu w twarz, nie będąc w stanie zapanować nad swymi emocjami. Nawet gdy Sherlock przyciągnął go do siebie i zaczął całować, przez moment zaciskał kurczowo dłoń na Jego koszuli. Dopiero potem uległ mu już całkowicie, obejmując jego szyję. Językiem, nieco bardziej wprawionym niż Sherlocka, drażnił podniebienie mężczyzny. Dłonią dotykał karku, zataczając po nim palcem małe kółeczka.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sherlock Holmes
Spectacularly ignorant
avatar

Join date : 16/09/2012
Liczba postów : 407

Skąd : Hutton le Moors, UK

Humor : So excited.

PisanieTemat: Re: Salon/Pokój dla klientów   Sob Paź 06, 2012 4:27 pm

Taki już on był... był pieprzonym socjopatą. Może i niedosłownie, gdyż nie garnął się do jakiegokolwiek obcowania z inną osobą. Wciąż był prawiczkiem i nie zamierzał tego zmieniać... Poprawka - tylko John mógł to zmienić. Nikt inny. Tylko John.
Te wszystkie drobne gesty. Te uśmiechy na miejscu zbrodni co niestety nie były dobrze przyjmowane przez innych. Subtelny dotyk gdziekolwiek się dało i przy jakiejkolwiek możliwej sytuacji... Chociaż w Baskerville również do niczego nie doszło. W sumie to oni faktycznie leżeli obok siebie w tym samym łóżku, jednakże myśli Sherlocka typu "No dalej, zrób to... zrób to, Sherlock." w niczym mu nie pomagały, gdyż był święcie przekonany, że John... nie chce zostać dla niego kimś więcej niźli przyjacielem. Chociaż Sherlock co raz to bardziej cierpiał rozmyślając o tym wszystkim co miało miejsce w pokoju, w Baskerville. Watson winien wyczuć to ciepło kierowane do niego, gdy dla innych był przerażająco chłodny, bądź też... sztuczny byle tylko otrzymać te wiadomości, które mu są potrzebne. Ale tak nie było przy Watsonie. On był jego... jedynym przyjacielem, a także jak dobrze Moriarty zauważył - Jego Sercem. Łączyła ich potężna platoniczna miłość... Sherlock był w stanie oddać swe życie za Johna i... faktycznie to zrobił... poniekąd.
Poniekąd. W końcu stał on przed Watsonem cały i zdrowy. W pełni to żywy. Chociaż tam było tak dużo krwi... Niestety ale to cierpienie przez trzy lata było w pełni to konieczne. Musiał. Innego wyjścia nie było. Co gorsza wszystko stało się zupełnie to bardziej skomplikowane - obydwoje żyli. To był tylko eksperyment. Eksperyment Moriarty'ego.
-Nie powiedziałbym tego, John. Te trzy lata były dla mnie wyjątkowo to ciężkie. -w wolnej chwili ujął jego dłoń za nadgarstek i skierował na swą głowę starając się nakierować ją na... szwy. W sumie takich różnych miejsc na jego ciele było naprawdę dużo. Głównie to były zadrapania, blizny... Sherlock skupił się w końcu na swym partnerze całując się z nim już znacznie to pewniej. W końcu oderwał się od jego ust tylko po to by schwycić mocno za jego sweter i odsłonić jego szyję jak i też obojczyki. I tym właśnie zajął się rozgrzany język detektywa, który obecnie był zatrważająco biały i postrzępiony na brzegach... Mimo to dalej był w stanie zapewniać mu rozkosz nim. Całym ciałem ocierał się o doktora przy tym głośno pomrukując rad z tej nadnaturalnej wręcz bliskości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://thegameison.forumpolish.com
John H. Watson
Unbeatable Conductor of Light
avatar

Join date : 28/09/2012
Liczba postów : 78

Humor : i don't know

PisanieTemat: Re: Salon/Pokój dla klientów   Pon Paź 08, 2012 9:28 pm

Pamiętajmy, że wbrew pozorom John był facetem. Mężczyźni nie są tak domyślni jak kobiety, jeżeli chodzi o gesty sympatii, tak subtelne do jakich ograniczał się Sherlock. Oni potrzebowali jasnego, krótkiego komunikatu. Najlepiej napisanego drukowanymi literami bądź wykrzyczanego prosto w twarz.
Szczególnie od czasu ich początków znajomości... gdy po raz pierwszy udali się razem na kolację. Co prawda w celach służbowych, ale jednak - wtedy wywiązała się bardzo ciekawa, pełna aluzji dyskusja. Sherlock zdecydowanie dał mu do zrozumienia, że nie jest zainteresowany żadną płcią ani osobą. Nawet Watsonem. Może dlatego lekarz nie zauważał tych przejawów sympatii, kto wie?
Nie mówmy zresztą o tym co było. Tamten rozdział w życiu był już zamknięty drastyczną śmiercią detektywa, nie było już do niego powrotu. Nie cofną tych chwil, nie będą w stanie dać sobie tak dużo czułości, na ile obydwoje zasłużyli. Za to mogą pójść dalej. Tym razem nie będąc oddzielnymi jednostkami, a jednym zespołem.
- Ale to Ty mnie zostawiłeś...- westchnął głośno, przygryzając swe wargi. Spojrzał na Niego z widocznym, choć słabnącym już wyrzutem w oczach. Wiedział, że powinien już przestać wypominać mu złe chwile i skupić się na tym, co było teraz. A nuż to też będzie trwało tak krótko i skończy się w podobny sposób? Z Holmesem nigdy nie można było przewidzieć tego, co się wydarzy.
Czując pod palcami wypukłość zaszytej ranki, westchnął znów - po czym stanął na palcach i delikatnie musnął ją swymi wargami. Potem znów jednak powrócił do Sherlocka, do jego warg, twarzy, szyi - niemal wgryzł się w tą chudą i białą szyję, pozostawiając na niej widoczny, soczyście czerwony ślad. Delikatnie wsunął dłoń pod Jego koszulę, by być bliżej jego torsu - czuć jego gładkość i ciepło. Drapiąc Go zdecydowanie, niemal odpłynął myślami całkowicie. Niemal. Przeszkodził mu w tym damski głos dochodzący z dołu.
- Pani Hudson...-szepnął do przyjaciela, po czym mocno, niemal do krwi przesunął paznokciami po jego torsie znów, po czym wyjął rękę stamtąd i ułożył ją na Jego szyi.
- Chodź. Wiesz, że się ucieszy. Cierpiała równie mocno jak ja, jednak... okazała się silniejsza.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Salon/Pokój dla klientów   

Powrót do góry Go down
 
Salon/Pokój dla klientów
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
The game is on! :: Offtopic :: Kosz :: Mieszkania-
Skocz do: