IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 The Lanesborough Afternoon Tea

Go down 
AutorWiadomość
Sherlock Holmes
Spectacularly ignorant
avatar

Join date : 16/09/2012
Liczba postów : 407

Skąd : Hutton le Moors, UK

Humor : So excited.

PisanieTemat: The Lanesborough Afternoon Tea   Pią Sty 25, 2013 1:37 pm


Ekskluzywna herbaciarnia szczycąca się trzykrotnym zdobyciem tytułu Najlepszej Popołudniowej Herbaty. W piątkowe popołudnie spotyka się tu Stowarzyszenie Herbaciarzy Londynu składające się ze śmietanki brytyjskich osobistości. Oczywiście nie da się tu zobaczyć Królowej ale PM to pojawia się tu za każdym razem.
Herbata przelewana jest z osiemnastowiecznego rosyjskiego samowaru wykonanego w pełni ze srebra do zabytkowych filiżanek z najprawdziwszej chińskiej porcelany, do czego podawane są tradycyjne brytyjskie ciasteczka znane jako scones bądź też pełnoziarniste kanapki do których wykonania użyto tylko najświeższych i najdroższych produktów.

Najczęściej wybieranymi z menu są:
-The Lanesborough Tea = £35
-The Belgravia Tea = £45
-The Belgravia Rosé Tea = £48
-The Prestige Champagne Tea = £80
W herbaciarni można dostać, oczywiście herbatę poczynając od Gunpowder, a kończąc na Jasmine Pearls. Dla nieprzepadających za herbatą również jest przygotowany szeroki wachlarz kaw do wyboru, które swą jakością nie odchodzą daleko od herbat.
Do każdego zamówienia dodatkowo każdy klient otrzymuje lampkę wina Krug Grand Cuvee.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://thegameison.forumpolish.com
James Moriarty
Napoleon of Crime
avatar

Join date : 21/09/2012
Liczba postów : 71

Skąd : Greystones, Irlandia

Humor : Too bored

PisanieTemat: Re: The Lanesborough Afternoon Tea   Pią Sty 25, 2013 4:33 pm

Zdecydowanie za wolno. Nikomu tego nie obiecywał, ale wszystko tak na dobrą sprawę rozchodziło się o tego Sherlocka. Pozbawił tego człowieka reputacji, uczynił kłamcą i kimś, kto pragnie tylko chwały. Zasiał wątpliwość w sercach milionów.
A i tak o domniemanej śmierci detektywa pamiętali wszyscy. Czym on się nie mógł na razie cieszyć. Jak widać, dla niektórych nie ma rzeczy niemożliwych do zrealizowania, nawet jeśli chodzi o oszukanie śmierci jak i całego świata.
Ciężko powiedzieć, co inni w takiej sytuacji mają powiedzieć. Chociaż to może coś podobnego do tej stagnacji. A może to po prostu żałoba.
Po prostu niech zadaje te konkretne pytanie. Owszem, miał takie prawo. Ale zadawał niewłaściwe pytanie. Zamiast tego pytania o to, kim jest ten mężczyzna to powinien zapytać "Jak?"
On to wiedział, że jego podwładny nie należy do grona prawdziwych idiotów, ale nie mógł tego wykrzesać z tego mężczyzny.
Powinien chociaż spróbować. Na szczęście Jim także nie lubił osób wielce empatycznych.
Nie musi się krępować. Chociaż takie intencje żołnierza dowodziły, że bardzo dobrze zna swojego przełożonego, więc dobrze iż tego nie zrobił. To by im nie pomogło.
Żołnierz nawet jeśli go nie słuchał, dał się prowadzić swojemu przełożonemu. Mieli przejść dwie większe przecznice, jednak to była konieczność i im spacer nie zaszkodzi. Chociaż to profesor milczał, korzystając z takiej okazji. Ulice Londynu otaczał powoli mrok, a słońce zachodziło jeszcze bardziej.
Kiedy razem dotarli na miejsce, stanęli razem przed wyjątkowo zadbanym budynkiem. Profesor spojrzał na swojego towarzysza, uśmiechając się nieco do siebie i pchnął drzwi.
Rozejrzał się w tym pomieszczeniu, zdejmując z szyi szalik. Rozpinał także płaszcz.
Sam też przeszedł dalej po pięknie zdobionej posadzce, by znaleźć się w bogatym, ekskluzywnym wnętrzu. Było tutaj mnóstwo stoliczków, przy których siedzieli rozmaici ludzie odziani w drogie garnitury czy suknie w przypadku towarzyszących mężczyznom kobiet.
On zajął miejsce przy jednym ze stolików. Na wolnym siedzeniu obok siebie ułożył płaszcz i podniósł swoje gadzie spojrzenie na podwładnego.
- Usiądź. Zaraz podadzą nam karty, będziesz sobie mógł zamówić herbatę czy kawę oraz coś do jedzenia, jeśli jesteś głodny. - Uniósł jedną brew podczas tych obserwacji tego mężczyzny, który mocno odstawał od zwyczajnej klienteli tego miejsca. Po pierwsze nie miał garnituru, zwykle ich nie nosił i został tutaj chyba po raz pierwszy zaproszony przez swojego pracodawcę.

_________________

Jim Moriarty

That's my story × My people × Call me



Every fairytale needs a good old-fashioned villain. You need me, or you're nothing.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sebastian Moran
Colonel
avatar

Join date : 24/09/2012
Liczba postów : 71


PisanieTemat: Re: The Lanesborough Afternoon Tea   Pią Sty 25, 2013 4:59 pm

Ulice Londynu powoli spowijał mrok, gdzieś po kątach czaiła się mgła czekająca tylko na odpowiedni moment by wypełznąć z ukrycia. Cienie wydłużały się powoli też niknąc. Miasto wreszcie zaczęło wyglądać tak jak powinno. Zbliżająca się noc doskonale oddawała makabreskę tego otoczenia. W końcu Londyn porzucił swe pozory, przestał udawać klarowne oraz czarowne miasto a zaczął ujawniać swą mroczną stronę, którą niektórzy bardzo lubili.
Takie miejsca skutecznie niszczyły prawdę, utrzymywały pozory. Londyn nie był miastem aniołów, nie był miastem bogactwa czy też przepychu, chociaż tak mogło się wydawać. Był zgniłym jabłkiem w którym mieszkały tłuste robaki lęgnące się w jego zatęchłych zakątkach. Był miastem żebraków, chorób a także śmierci. Tak pięknym, tak tajemniczym tak smakowitym w swym trującym bycie. Przetrwać tu mogli tylko najsilniejsi albo najsprytniejsi. Ci, którzy potrafili się dostosować. Londyn był dżunglą w której prawo głosu mieli drapieżnicy, a ofiary były mniejszością. Może, dlatego Sebastian odczuwał sentyment do tego miejsca, do wszystkich mrocznych i zatęchłych uliczek. Do wszelkiego brudu i smutku, który mógł tu znaleźć. Sam jak tygrys przemykał w tej dżungli od czasu do czasu pożerając jakiegoś szczura lub… coś większego, kiedy nadarzała się okazja.
Jednak takie miejsca, usłane przepychem, wypchane pozorami wprawiały go w stan niepewności. Czuł się w nich źle, bowiem te złudzenia były piękne. Ludzie lubią złudzenia i lubią piękno, łatwo dają się mu omamić i zauroczyć. Żołnierz nie mógł sobie na to pozwolić i dziwił się czasami, że Jim lubił te pozory. Co gorsza jego zwykle doskonałe maskowanie tutaj zawodziło. Odsłaniał się, przestawał być częścią miasta a stawał się odmieńcem, łatwym celem. Nie lubił tego uczucia.
Starał się sprawiać wrażenie niewzruszonego tym, że pasuje do tego miejsca jak pięść do nosa. Nie był tak wykwintny jak większość siedzących tu ludzi. Jezu, on nawet nie potrafił tworzyć takich pozorów. Wykwintnie i dobrze to on wyglądał tylko w mundurze. Hm… swój mundur pułkownika gdzieś miał. Teraz to jednak nie miało żadnego, nawet najmniejszego znaczenia. Liczyła się tylko niemożność a nawet nie umiejętność maskowania się. Spojrzał na swojego przełożonego tak jakby miał mu to za złe. Chociaż ten wredny kameleon pewnie nawet nie będzie wiedział o co mu chodziło.
Usiadł starając się zachowywać możliwe jak najnormalniej. Nie towarzyszyło mu jednak napięcie, jakie wcześniej prezentował swoją osobą Moriarty. Nie stresował się i można by powiedzieć, że miał nawet w jakimś stopniu wyrąbane na to, co musieli sobie pomyśleć o nim inni. Zdjął swój skórzany płaszcz i również ułożył go na krześle razem z futerałem od gitary, który ustawił pod meblem.
-Wolałbym porozmawiać ale jak widać pewne rytuały muszą zostać zachowane – westchnął wręcz pokazowo, by potem delikatnie się uśmiechnąć. Znał te rytuały, tą grę pozorów. Nienawidził jej, ale o tym chyba nie trzeba było wspominać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Moriarty
Napoleon of Crime
avatar

Join date : 21/09/2012
Liczba postów : 71

Skąd : Greystones, Irlandia

Humor : Too bored

PisanieTemat: Re: The Lanesborough Afternoon Tea   Pią Sty 25, 2013 6:12 pm

Dla istot żywiących się strachem, cierpieniem czy bólem to zgniłe jabłko było wręcz idealnym miejscem.
Niebawem gdzieś w tych ciemnych uliczkach, śmierć będzie uparcie zabierać komuś ostatnie iskry życia, będzie zaciskać swoje jaśniejące trupią bielą palce na szyi jakiegoś nieszczęśnika, którego nawet nikt nie będzie pamiętać.
Londyn się w tej kwestii nie zmieni, nigdy nie straci swojego upiornego blasku. On się w nim pławił trzy lata temu, lecz dla niego nie był to padół łez. Trzy lata temu miał tutaj swoje królestwo powstałe na krwi, cierpieniu i płaczu oraz to okrutnej radości. Był, a może nadal jest pająkiem wiedzącym, kiedy nić jego misternej sieci drga.
Był. Był wężem, co też kąsa niepostrzeżenie czując jak z ofiary ucieka życie. Teraz planował powoli do tego wszystkiego wrócił, ten upiorny blask czekał na niego… wzywał go.
Ludzie je kochają, a to piękno sprawia, że czują się wyjątkowi. Czują się poniekąd lepszym człowiekiem. Lubił je i wykorzystywał je na swoją korzyść. W takim miejscu jak to dla swojego potencjalnego klienta wydawał się dobrym człowiekiem, który pomoże mu w rozwiązaniu jakiegoś niewygodnego problemu. A oficjalny wizerunek w postaci szytego na miarę garnituru, idealnie białej koszuli czynił z niego przedsiębiorcę. Takiego samego jak makler czy polityk. Sprzedawał konkretną usługę za konkretną cenę.
Z pewnością żołnierz wybitnie niepasujący do tego miejsca zwracał na siebie uwagę. Stąd te ukradkowe spojrzenia, które mu rzucano co jakiś czas. I w istocie naprawdę nie miał mu tego za złe. W podrzędnym Starbucksie dla mas to on by wyglądał komicznie. Tam było dużo ludzi, którzy chcieli się napić napoju kawowego o określonym smaku, którego cena wręcz wydawała się śmieszna. On nie pasował do takich miejsc, a przesiadywanie tam niż kilka minut w oczekiwaniu na kawę było dla niego największą ujmą. Przyjął z widoczną ulgą fakt, że mężczyzna postanowił się dostosować w jakimś stopniu do jego oczekiwań.
- Zatem porozmawiamy sobie chwilę przy filiżance prawdziwej i dobrze zaparzonej herbaty. Tak jest przyjemniej. – Nie potrafił sobie ich odmówić, tym bardziej, że od zawsze one istniały i były częścią zachowanego porządku rzeczy. A to nie mogło ulec zmianie. Nie było to dobre miejsce, by pokazywał jak bardzo tego nienawidzi. Odrobina luksusu też mu nie zaszkodzi. A nawet dobrze zrobi.
Do ich stolika podszedł w końcu kelner. Był to mężczyzna wzrostu profesora i nieco podobnie do niego zbudowany. By podkreślić prestiż tego eleganckiego wnętrza miał na sobie spodnie garniturowe, w które miał włożoną białą koszulę. Na niej narzuconą miał jedwabistą kamizelkę zastępującą marynarkę.
- Przyniosłem panom karty. Dawno nie widziałem pana tutaj, profesorze. Kierownika jednak dzisiaj nie ma, ale powiem mu, że pan do nas zajrzał. – Jimowi to nie przeszkadzał ten pozornie oficjalny ton, chociaż fakt, że ten człowiek wspomina o swoim pracodawcy sprawił, że przeniósł na niego swe spojrzenie.
- Dziękuję. Nie szkodzi, spotkam się z nim następnym razem. Za chwilę… powinniśmy być gotowi, jeśli chodzi o zamówienie. – Obsługujący ich jegomość po tych słowach skinął delikatnie głową, by się oddalić. Zaś Irlandczyk wziął do ręki kartę, by pogrążyć się choć na chwilę w lekturze.
- Dla mnie będzie twinings. scones* wraz z clotted cream* oraz kanapkę z kurczakiem. O czym chciałeś rozmawiać? – Powiedział po chwili, odrywając wzrok od tych produktów. Chociaż swoje zamówienie to bardziej powiedział do siebie niż do żołnierza na którym to ponownie skupił swoje gadzie ślepia.
Pytanie o czym to niby chciał Tygrys rozmawiać było mocno nie na miejscu, tym bardziej, że to będzie jedna z poważnych rozmów.

_________________

Jim Moriarty

That's my story × My people × Call me



Every fairytale needs a good old-fashioned villain. You need me, or you're nothing.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sebastian Moran
Colonel
avatar

Join date : 24/09/2012
Liczba postów : 71


PisanieTemat: Re: The Lanesborough Afternoon Tea   Pią Sty 25, 2013 6:56 pm

Dwa przeciwieństwa tygrys i wąż siedzący przy jednym stole czy istniało na tym świecie coś bardziej ironicznego. Potężna bestia potrafiąca się ukorzyć przed gadem. Właściwie to cały świat składał się z takich właśnie ironii. Ludzie, którzy do siebie w ogóle nie pasowali najlepiej się ze sobą dogadywali. Geniusz wykluczał instynkt, instynkt odbierał rozum. A jednak siedzieli przed sobą przedstawiciele tych dwóch światów. Żołnierz, który dawno temu zaufał swojemu instynktowi, który dzięki niemu wiedział, kiedy serce ma odpowiedni rytm by nacisnąć na spust. Tygrys, który pozbawiony został pazurów i kłów, ale za to zyskał ludzką broń, tak samo potężną jak jego własna. Oraz profesor, człowiek nauki, który nie wierzył ani nie powierzał niczego swojemu instynktowi. Który zgładził go i zdusił z taką bezwzględnością, że stał się czymś więcej niż zwykły człowiek.
Tygrys i wąż. Jeden z nich stracił swój instynkt do tego stopnia, że nawet autodestrukcyjne zachowanie go nie przerażało, właściwie to można by mieć wrażenie, że dążył do własnego zniszczenia. Drugi mógł sprawiać takie pozory, tworzyć maskę, która wyglądała jak maska osoby zdolnej do samozniszczenia jednak taki nie był. Cenił życie, cenił jego wartość, chociaż dostrzegał ją tylko instynktownie.
Jeden otaczał się pozorami, zakładał maski, które miały zapewnić bezpieczeństwo jemu prawdziwemu ja. Drugi nie zakładał niczego, wręcz obdzierał z iluzji innych stawiając ich przed sądem ostatecznym.
Można by mieć wrażenie, że byli skrajnie różni, a jednak wiele cech ich ze sobą łączyło. Właściwie to one wciąż powstrzymywały tygrysa przed zabiciem węża i na odwrót. Byli sobie potrzebni i doskonale zdawali sobie z tego sprawę.
-Dobrze – powiedział splatając ze sobą palce swoich dłoni. Nie oparł na nich jednak brody, byłoby to bardzo nieeleganckie zachowanie. Cóż pochodzenie z takiej a nie innej rodziny sprawiało, że znał tych kilka zasad dobrego wychowania. Chociaż nie można powiedzieć by czuł się dzięki temu jakiś lepszy.
Przeniósł na moment spojrzenie na kelnera, ale nie zatrzymał go wystarczająco długo by stwierdzić coś więcej poza grą pozorów. Całe to miejsce było jedną wielką grą fałszu i obłudy. Sebastian naprawdę nie mógł zrozumieć, czemu tak bardzo się ono podobało Jimowi, czemu czuł się tak dobrze bawiąc się w… coś takiego. Było to takie przyziemne, znaczące tylko dla nic nieznaczących osób. Ludzi, którzy poprzez ilość pieniędzy chcieli pokazać ile są naprawdę warci. Zdaniem żołnierza Jim nie musiał niczego udowadniać. Sama Wielka Gra była tego potwierdzeniem, jak i wywinięcie się śmierci.
Sebastian mimo woli się uśmiechnął. Błazenada, podlizywanie się, pozorna grzeczność. Czego to ludzie nie wymyślą byleby nie pokazać, jakimi zwierzętami są w rzeczywistości. Odsunął od siebie tą kartę. Nie chciał niczego z tego miejsca, później pewnie za to przejdzie się do jakiegoś pubu, usiądzie między ludźmi, zgra się ze stadem i tam dopiero… odetchnie.
Odprowadził kelnera spojrzeniem by potem mimo wszystko wrócić nim do Jima.
-Dobrze wiesz o czym chciałem rozmawiać. O tobie, twoim pojawieniu się… twojej śmierci. Dość żwawy i głodny jesteś jak na umarlaka – mówił z pozornym rozbawieniem, nonszalancją w rzeczywistości jednak każde następne słowo powodowało u niego zaciskanie się żołądka oraz lodowatą bryłę w nim się pojawiającą.
-Domyślam się że twa domniemana śmierć, to jakaś sztuczka typu odpowiednio niewielki kaliber, omijanie najważniejszych partii mózgu ewentualnie znalezienie sobowtóra który umarł. Nie pytam po co bo to oczywiste by pozbyć się Sherlocka. Brawo, udało ci się. Czemu jednak wcześniej nie wróciłeś do życia? Czemu zniknąłeś, co dzięki temu osiągnąłeś? – Czemu mnie zostawiłeś… to pytanie jednak nigdy nie przejdzie pułkownikowi przez gardło. Nie chciał, bowiem usłyszeć pozorów, iluzji czy też słodkich słówek. Chciał prawdy, której by nie dostał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Moriarty
Napoleon of Crime
avatar

Join date : 21/09/2012
Liczba postów : 71

Skąd : Greystones, Irlandia

Humor : Too bored

PisanieTemat: Re: The Lanesborough Afternoon Tea   Pią Sty 25, 2013 7:58 pm

To była jedna z piękniejszych ironii, jakie tylko mogą istnieć na tym szarym, brudnym świecie.
Bestia, którą to kierował instynkt i która miała w rękach potężną broń mogła jednym gestem, jednym skinieniem ręki zabić węża i się uwolnić spod tego wpływu, który tak w zasadzie był rzuconym czarem wymuszającym absolutne posłuszeństwo.
To mu zapewniało przetrwanie, pozwoliło przewidzieć każdy najmniejszy ruch przeciwnika i być na niego przygotowanym. On musiał stawiać ostrożnie każdy swój krok nawet po pewnym gruncie. Był bogiem żyjącym wśród zwyczajnych ludzi, do których to nie zamierzał się zbliżać. By Ci nie skalali jego doskonałości, nie zburzyli tej aury tajemniczości.
Kiedyś ta skłonność do autodestrukcyjnego zachowania go pochłonie. Sam siebie zniszczy, a tym razem nie będzie już sztuczek.
Maski było po to też, by ludzie przebywający z Diabłem nie odczuwali wyrzutów sumienia, że robią coś złego.
Jeśli chcieli myśleć, że mają do czynienia z dobrym człowiekiem, pozwalał im na to. Rozmawiali zawsze z kimś, kogo potrzebowali. Tutaj jego prawdziwa tożsamość, prawdziwe ja nie istniało. Ale tego Sebastian nigdy nie zrozumie. Ani nie zaakceptuje. Nigdy też nie wie, kiedy przyjdzie mu rozmawiać z mężczyzną w masce.
On temu Tygrysowi powierzył swoje życie, nawet jeśli ta bestia będzie tą która go pozbawi życia. A takiej śmierci to on z pewnością by sobie życzył. Chociaż też należy uważać na to, czego sobie życzymy.
Można powiedzieć, że cieszył się w swojej mrocznej duszy z tego, że jego towarzysz chociaż ma tyle towarzyskiej ogłady. Chociaż ta do niego nie pasowała.
Gra pozorów, gra fałszu i obłuda... to idealna kryjówka dla niego. Idealnie wpasowywał się w ten klimat, był taki jak ci wszyscy brzydcy ludzie w drogich ubraniach. Nie zwracał na siebie najmniejszej uwagi i gdyby żołnierz był obcym człowiekiem tylko przemknąłby po sylwetce Moriarty'ego spojrzeniem i poszedłby dalej. Chcesz wejść między wrony, musisz krakać jak one.
Owszem. Tutaj najmniej chodziło o pieniądze, a o pozory. Bowiem był lepszy od tych ludzi i dokonał czegoś niemożliwego.
Tacy ludzie są najgorsi, pierwszy chwycą za nóż czy każdą inną broń. Można się tego domyślić, że jego towarzysz nie chce herbaty w cenie stosunkowo dobrej pary butów.
- Tak. To się stało nieuniknione, kiedy mnie spotkałeś. Jestem żywy. Bardziej żywy niż to sobie możesz wyobrazić. - Żarty na bok w tej kwestii. Chociaż raz bądźmy poważni. Pewnie ta wielka bryła lodu nie zniknie tak szybko.
- Bardzo dobrze. Bardzo dobrze. - Po cieniu entuzjazmu w głosie tego człowieka można było uznać, że to pochwała. Jak i tym specyficznym uśmiechu rozjaśniającym jego twarz. - Richard Brook istniał naprawdę, Sherlock sam go stworzył. Dziękuję. - To pytanie sprawiło, że ta niewielka iskierka entuzjazmu odeszła stosunkowo w niebyt. – Wszystko… było takie łatwe, nudne. Zbyt łatwe, zbyt… zwyczajne. Bez… głębszego sensu. Miałem… wszystko. Musiałem zajmować się zwyczajnymi problemami szarych ludzi… Co osiągnąłem… - Zmiana zaszła w nim wręcz diametralna. Głos zyskał lekko drgające brzmienie, a on nieco się pochylił by zasłonić dłonią swoją twarz i w dużej mierze nienaturalny bursztyn swojego spojrzenia. No właśnie, co osiągnął? Poza tym, że doprowadził do Upadku tego detektywa? Nudę i stagnację. Choć sam musiał się temu dać pochłonąć, bowiem i detektyw go musiał stracić. Tego żołnierz nie zrozumie. I to był dość drażliwy temat. W końcu też podano imbryczek herbaty dla profesora z dwoma pięknymi filiżankami z chińskiej porcelany oraz kanapkę i dwa ciasteczka. Także prócz cukiernicy stały dwie lampki dobrego wina. Na to jednak uwagi nie zwrócił, nawet nie odezwał się na razie, co można uznać za zły znak.

_________________

Jim Moriarty

That's my story × My people × Call me



Every fairytale needs a good old-fashioned villain. You need me, or you're nothing.



Ostatnio zmieniony przez James Moriarty dnia Pią Sty 25, 2013 9:03 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sebastian Moran
Colonel
avatar

Join date : 24/09/2012
Liczba postów : 71


PisanieTemat: Re: The Lanesborough Afternoon Tea   Pią Sty 25, 2013 8:41 pm

W pewnych kwestiach byli jak dwie krople wody. Problem w tym, że tych kwestii, tych cech, które upodabniały ich do siebie nie było widać. Co działało też w jakimś stopniu na korzyść zarówno tygrysa jak i węża. Chociaż pierwsza taka cecha znajdowała się już w samym określaniu tej dwójki. Obu przypisywało się drapieżniki, po obu należało się spodziewać twardości, dążenia do celu wręcz po trupach.
Nie wszyscy nosili maski, niektórzy właściwie podobnie jak pewien tygrys zakładali je tylko na wyjątkowe okazje. Co gorsza te maski dopracowane były w najmniejszym szczególe, z wprost przerażającą dbałością o realny ich wygląd. Węża też… zapewne bardzo by niezadowolił fakt, że nie wszystkie jego maski kryły go przed tygrysem.
Czasami Sebastian poza geniuszem, Napoleonem Zbrodni widział coś jeszcze. Coś, czego sam nie do końca rozumiał, ba nawet nie starał się rozumieć wiedząc, że to byłoby najgorsze na co sobie pozwolił. Zdarzało mu się widzieć coś rzeczywiście i faktycznie pięknego. Nie miał pojęcia czy to jeszcze był wąż czy może całkiem inne, dużo delikatniejsze stworzenie. Potrzebujące stałej ochrony. Najzabawniejsze jednak w tym wszystkim było to, że kiedy zauważył tą piękną aczkolwiek delikatną istotę obiecał sobie ją chronić. Nawet przed nią samą. Co czasami było naprawdę nie lada wyzwaniem.
Jedyny rozkaz, którego by nie wypełnił. Cóż Sebastian nigdy nie sądził by istniała jakaś rzecz, której nie byłby w stanie dokonać. A jednak.
Nic nie odpowiedział, jedynie uniósł obie brwi całkiem jakby chciał zapytać czy to prawda, iż był rzeczywiście tak bardzo żywy, że aż nie mógł sobie tego wyobrazić. Nie trzeba chyba w tym momencie wspominać, iż przez głowę Sebastiana przebiegło przy okazji kilka sposób na sprawdzenie tego.
-Fakt, istniał – przyznał żołnierz a na jego twarzy zagościł cień zamyślenia który zniknął tak samo szybko i nagle jak się pojawił. To mu się niespecjalnie spodobało. Zarówno ten znikający entuzjazm jak i to drżenie głosu. Było to coś tak strasznie niepokojącego u tego mężczyzny. Później nie było wcale lepiej. Złe pytanie, zadane w złym momencie. Zdecydowanie było trzeba coś z tym zrobić. Tylko co?
Brakowało mu pomysłu, westchnął cicho na moment zaciskając wargi w wąską linię. Przez chwilę spoglądał na kelnera, który dziwnie spojrzał na Jima. Cóż ciężko było nie zwrócić teraz na niego uwagi. Wyglądał jak skrzywdzone dziecko. Ciekawe ile w tym było prawdy, a ile w tym było gry? Sebastian sądził, że to była sama prawda. Znał, bowiem osiągnięcia Jima, które pojawiły się po śmierci detektywa.
Musiał coś zrobić. Może, dlatego ostatecznie przesiadł się bliżej swego przełożonego by nie musieć sięgać przez cały stół. Objął go ramieniem i delikatnie przyciągnął do swojej piersi. Rękę ułożył na karku mężczyzny. Wyglądało to na szczęście nadal jak przyjacielski uścisk albo gest mający proste zadanie: podnieść na duchu.
-Nie ważne co osiągnąłeś, liczy się to co osiągniesz – powiedział szeptem, tak by tylko profesor to usłyszał. Nie chciał mu jeszcze dawać nadziei, chociaż sądził, że byłoby to najlepsze wyjście. Nie chciał dawać jednak czegoś bez pokrycia. Czegoś, czego nie był pewien.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Moriarty
Napoleon of Crime
avatar

Join date : 21/09/2012
Liczba postów : 71

Skąd : Greystones, Irlandia

Humor : Too bored

PisanieTemat: Re: The Lanesborough Afternoon Tea   Pią Sty 25, 2013 9:26 pm

Ze wszystkiego, nawet najmniejszej cechy można zrobić swój atut. Może właśnie dlatego to wyjątkowe podobieństwo pozwoliło im ze sobą współpracować.
Tygrys także musiał się maskować i nie mógł sobie pozwolić na niedociągnięcia. Z pewnością by tak było, ale pewnych rzeczy nie można ukryć. Choć i tutaj ten mechanizm był inny.
Niech się on nawet do tego nie przyznaje, bowiem profesor nie chciał i nie potrzebował zrozumienia, a tym bardziej nie zrozumiałby tego dostrzegania piękna. Mieli ludzie dostrzegać zło, bać się. W zakresie jego obowiązków było chronienie go przed innymi, bycie jego cieniem. Ochrony przed samym sobą nie potrzebował... a przynajmniej nie był skłonny o coś takiego poprosić. Dla niego poproszenie o coś takiego nie lada wyzwaniem.
Chyba właśnie dlatego żołnierze trafiają na sąd wojskowy, bowiem nie wykonują jakiś rozkazów.
Żył. Oddychał, mógł iść i pić, a nawet można go było dotknąć. Ale jeśli tego potrzebuje, może to sprawdzić.
Brzmiało to tak, jakby żołnierz mówił to dla świętego spokoju. Chociaż to zamyślenie wskazywało naprawdę na rzadko występujące procesy myślowe. Stało się, będzie trzeba to przeżyć.
Skrzywdzone dziecko może nie, bo takim nigdy nie był. Ale na bardzo niezadowolone dziecko, któremu się najlepsza zabawka zepsuła i rodzice mu nie dali nowej. Trzy lata takiej stagnacji są naprawdę wyniszczające dla niego, dla jego umysłu. Który nie potrafił sobie poradzić z tym wszystkim. Tym razem nie grał i nawet nie było szans, by zaczął grać. Na początku na to nie zareagował. Na Sebastiana, zmieniającego swoje miejsce i go obejmującego tak po przyjacielsku. Na to wszystko. Z pewnością takich stanów też żołnierz nie lubił, zwłaszcza że nie do końca wiedział co z tym zrobić. Tutaj próby podniesienia na duchu nie wystarczą. Coś takiego było dla zwyczajnych ludzi, którym umarł pies po dziesięciu latach.
Dopiero na te słowa nieco się otrząsnął z tego specyficznego otępienia i podniósł swoje bursztynowe spojrzenie na swojego podwładnego. Oczywistym było, że jednak wiedział, co ten mężczyzna robił przez ostatni kwadrans. Zamknął na moment powieki, by potem ponownie je uchylił. Westchnął ciężko.
-To nie wystarczy. – Wymruczał pod nosem. A jednak chociaż ta iskra czegoś tak trywialnego jak nadzieja może by pomogła. Choć on wolał chłodną kalkulację i suche fakty od czegoś tak wątłego i niepewnego jak nadzieja. Przez chwilę tak jeszcze posiedział, by potem się pomału odsunąć od swojego podwładnego. Podniósł się z tej kanapy, by ująć w dłonie ten imbryk. Nalał odpowiednią ilość aromatycznego naparu do dwóch filiżaneczek. Jedną z nich wziął z gracją do rąk, by unieść to naczynie za uszko. Upił niewielki łyczek, zamykając przy tym ponownie powieki. Aromat tego napoju miał pomóc mu się zrelaksować, nawet jeśli chodziło o sam rytuał. Potem się ponownie odezwał. – Coś jeszcze chcesz wiedzieć? Z pewnością nie jest to jedyna rzecz, o którą chcesz mnie zapytać. - Po kolejnym delikatnym łyczku postawił ponownie filiżankę na spodeczek, który to odstawił na blat stolika. Sięgnął po jedno ciastko i nóż, by posmarować je kremem. Który to ostatecznie ozdobił konfiturą.

_________________

Jim Moriarty

That's my story × My people × Call me



Every fairytale needs a good old-fashioned villain. You need me, or you're nothing.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sebastian Moran
Colonel
avatar

Join date : 24/09/2012
Liczba postów : 71


PisanieTemat: Re: The Lanesborough Afternoon Tea   Pią Sty 25, 2013 9:47 pm

Czasami Jim sam sprawiał wrażenie zepsutej zabawki i właśnie takich momentów żołnierz wprost nienawidził. Nie wiedział, bowiem jak naprawić profesora. Nie wiedział jak ma się zachować albo, co zrobić by mężczyzna wrócił do poprzedniego stanu. Czuł się bezsilny a tego uczucia nie lubił tak samo jak nienawidził bycia skrępowanym albo w pełni od kogoś zależnym.
Profesor nie reagował to nie był dobry znak, podobnie jak fakt, iż go nie odepchnął. Uczucia jakiekolwiek pokazywane w miejscu publicznym przecież były czymś, czego Jim wręcz nie trawił. No chyba, że akurat grał. Chwilowo się jednak na to nie zanosiło. Co gorsza w takich momentach żołnierz dochodził do wniosku, że wolałby to była gra, bowiem to, co prezentował w takich chwilach Irlandczyk bardzo go przerażało. Ale też w jakiś chory sposób fascynowało i ciekawiło.
Czując na sobie to piękne spojrzenie delikatnie się uśmiechnął. Przynajmniej coś udało mu się zrobić, chociaż raczej nie można powiedzieć by była to najbardziej zadowalająca reakcja. Mimo to było to lepsze niż dalsze trwanie w fazie „niezadowolonego dziecka”.
-Zdaję sobie z tego sprawę – odpowiedział cicho. Zapewne wplótłby palce w czarne włosy mężczyzny nawet wykonał kilka innych gestów względem niego, gdyby nie miejsce w jakim mieli przyjemność tudzież nieprzyjemności się znajdować.
Pozwolił mu na to. Z nowego zajmowanego miejsca się jednak nie ruszył. Tak było wygodniej był bliżej Jima a co za tym szło mógł szybciej reagować na pewne rzeczy. Na razie jednak siedział stosunkowo sztywno i obserwował uważnie cały rytuał, jaki uskuteczniał Jim. Mimo woli znów delikatnie się uśmiechnął. Nie trudno się chyba domyślić, że strasznie mu tego wszystkiego brakowało. Tego co ściśle wiązało się z tym profesorem.
Nie odpowiedział od razu, ba nawet usiadł nieco wygodniej w krześle. Oparł swoje ręce na podłokietnikach i delikatnie złączył je czubkami palców, szybko jednak zrezygnował z tej pozycji. Założył nogę na nogę a jedną z rąk ułożył płasko na podłokietniku, palcami zaczął wybijać znany tylko sobie rytm. Drugą zaś ręką delikatnie wodził po swoich krańcach szczęki, tak by od czasu do czasu dotknąć opuszkami palców swoich ust. Był to niezbity dowód w jego przypadku na głębokie procesy myślowe. Właściwie nikomu poza Moriartym nie pokazywał się w takim stanie.
Właściwie to tylko profesor wiedział, jaki potencjał intelektualny posiadał i można śmiało powiedzieć, że Sebastian uważał, że to i tak za dużo.
Przymknął na moment oczy by potem znów je otworzyć i wbić blado-zielone spojrzenie w swojego przełożonego. Cóż miał kilka pytań, miał też kilka rzeczy mniejszej lub większej wagi do powiedzenia. Na razie jednak milczał. Nie wiedział od czego zacząć chociaż profesor w jakimś stopniu zachęcił go do mówienia. Czy nawet do rozmowy. Bo jak na razie sukcesywnie udało im się prowadzić dialog a nie bezsensowny monolog.
-Gdzie byłeś? Bo jakoś nie sądzę byś cały czas siedział tu w Londynie. Czy masz jakieś plany? Jeśli tak, to jakie? – Na razie tyle chciał wiedzieć, chociaż to zapewne wciąż wydawało się niewiele. Nie miał jednak w zwyczaju zasypywać ludzi milionem niewygodnych pytań. No chyba, że akurat musiał zdobyć kilka informacji. Wtedy chętnie pytał a czasami nawet przechodził do rękoczynów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Moriarty
Napoleon of Crime
avatar

Join date : 21/09/2012
Liczba postów : 71

Skąd : Greystones, Irlandia

Humor : Too bored

PisanieTemat: Re: The Lanesborough Afternoon Tea   Pią Sty 25, 2013 10:25 pm

Na tą swoistą katatonię Irlandczyk nic nie mógł poradzić, nawet gdyby chciał. Nie było to zależne od niego. Za to było stosunkowo złe, trudne do zrozumienia dla otaczających go osób.
Sam wolałby odepchnąć od siebie Sebastiana albo chociaż wysyczeć cicho, że ma go zostawić. W kwestii uczuć okazywanych w miejscu publicznych się wiele nie zmieniło. Niestety, nie grał. Chociaż tak byłoby łatwiej. Ciekawość i fascynacja też mogą pomóc pewne stany zrozumieć.
Lepsza taka niż żadna, biorąc pod uwagę fakt, że on potrafił w takim stanie spędzić długie godziny.
Profesor niekoniecznie chciałby, by jego podwładny zrobił coś zgoła niewłaściwego. Nie było to dobre miejsce na takie rzeczy, gesty, które można robić w domowym zaciszu.
Nie mógł go zatrzymywać, przyniosłoby to odpowiedni skutek do zamierzonego. Było to naturalne, że chciał reagować na pewne rzeczy tak szybko jak to możliwe. Jeśli dobrze pójdzie, to z pewnością będzie miał możliwość obserwowania wszystkich rytuałów, jak i poznania kilku nowych.
Nawet jak był zajęty przygotowywaniem sobie tych ciastek, był w stanie powiedzieć o każdej zmianie ułożenia ciała swojego rozmówcy. Tak samo jak potem będzie w stanie odtworzyć ten rytm. Oczywiście, też rejestrował te jawne oznaki zachodzących procesów myślowych.
Bywały różne momenty, kiedy się tym chwalił i kiedy tego świadomie nawet nie robił. Dla zwykłych ludzi wręcz było przerażająco dużo.
Tutaj pytania są nieuniknione, jak i to, co ma do powiedzenia mu żołnierz.
Skoro prowadzili dialog, a Sebastian się nie produkował bez głębszego sensu to było stosunkowo dobrze.
- Niemcy, Szwajcaria, Irlandia, Francja, Londyn, Japonia, Londyn. Tak. Odzyskać, co moje i robić to, co robiłem do tej pory... chociaż to nudne. - Po tych słowach odłożył nóż na talerzyk, by zająć się powolną konsumpcją tego ciastka. Podał Sebastianowi miejsca w których był, ale nie podał oczywiście dokładnych miast, co jest całkiem oczywistym. Niekoniecznie też wspominał w swoich planach o powrocie do domu, bo to całkiem inna sprawa.

_________________

Jim Moriarty

That's my story × My people × Call me



Every fairytale needs a good old-fashioned villain. You need me, or you're nothing.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sebastian Moran
Colonel
avatar

Join date : 24/09/2012
Liczba postów : 71


PisanieTemat: Re: The Lanesborough Afternoon Tea   Pią Sty 25, 2013 10:41 pm

Niektórzy doskonale sobie z tego sprawę zdawali, dlatego darowali sobie jakieś… bardziej intymne gesty. A już na pewno nie było mowy o ukazywaniu w tym miejscu jakichkolwiek innych uczuć poza zaufaniem czy chociażby przyjacielskimi gestami. Chociaż nawet zaufania tutaj niektórzy nie okazywali. Sebastian nie miał mani prześladowczej, ani nerwicy czy też jakichś natręctw. Nie przejmował się ludźmi, właściwie nigdy tego nie robił, ale teraz mimo wszystko wolałby na siebie nie zwracać uwagi ani tym bardziej nie skupiać jej niepotrzebnie na profesorze. W końcu dopiero, co wrócił a nie dobrze by było gdyby się okazało, iż Londyn nie jest dla niego najbezpieczniejszym miejscem.
Sebastian mimo iż sprawiał wrażenie jakby obserwował bardzo dokładnie i wnikliwie każdy ruch Jima w rzeczywistości już wtedy nad wszystkim rozmyślał. Zastanawiał się kogo może poinformować o powrocie profesora a kogo wręcz nie powinien informować. A może po prostu jak zawsze zostawi to do dyspozycji samemu Moriarty’emu? W końcu on chyba najlepiej wiedział, kogo chciał znów wiedzieć u swojego boku. Żołnierz właściwie mógł tylko wskazać tych, którzy na to faktycznie zasługiwali oraz tych, którzy powinni zostać skróceni o głowę. Chwila, takich nie było zbyt wielu, bowiem pułkownik pozbywał się ich zawczasu.
Powoli skinął głową na znak, iż doskonale rozumiał i wiedział o czym do niego profesor mówił. Chociaż trzeba przyznać, że liczba odwiedzonych miejsc w mniejszym lub większym stopniu robiła na nim wrażenie. Na razie nie potrzebował szczegółów spokojnie zadowalało go to minimum informacji. Poza tym… ściany miały uszy a sufity oczy. Zdecydowanie zdradzanie jakichś ważniejszych informacji w takim miejscu oznaczało totalny kretynizm.
-Może jednak będzie mniej nudne niż ci się wydaje – odpowiedział całkiem spokojnie chociaż też na swój sposób tajemniczo żołnierz. Na razie jednak nie zamierzał się dzielić pewnymi informacjami ze swoim przełożonym. Nie tu i nie teraz.
-Rozumiem że wracasz ze mną do rezydencji? – Zapytał całkiem spokojnie i jakby od niechcenia. Przestał wybijać ten tylko sobie znany rytm i przez chwilę uważniej przyglądał się profesorowi odejmując rękę od swojej twarzy.
Był ciekaw czy Jim będzie się wzbraniał przed tym i czy będzie chciał zostać w swoim hotelu, czy jednak zmieni to zapewne bardzo smutne i przytłaczające miejsce na coś co dobrze znał. Tygrysowi wybór wydawał się oczywisty, ale profesor już nie raz udowodnił, że jego myślenie wychodzi mocno poza schematy. Najmniej przewidywalne jest najbardziej niebezpieczne. I to właśnie Sebastian lubił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Moriarty
Napoleon of Crime
avatar

Join date : 21/09/2012
Liczba postów : 71

Skąd : Greystones, Irlandia

Humor : Too bored

PisanieTemat: Re: The Lanesborough Afternoon Tea   Pią Sty 25, 2013 11:03 pm

Gdyby profesor potrafił okazywać swoją wdzięczność, z pewnością by to zrobił w tym momencie. Ale że tego robić nie potrafił, na próżno by tego oczekiwać.
Nie było to dobre miejsce na okazywanie zaufania ani jakiejkolwiek sympatii. W takim zawodzie manii prześladowczej można się nabawić, tak jak nerwicy czy wspomnianych wcześniej natręctw.
Wcześniej przecież było wspominane, że ukrywa się wśród wron, ale zawsze takie ryzyko istniało. Londyn i tak nawet dla niego nie był najbezpieczniejszym miejscem. Jednak też potrafił się ukrywać w mrokach spowijających to miasto.
Najlepiej będzie, jak pozostawi to swojemu przełożonemu, który sam wie kto nadal pozostał względem niego lojalny. Też kilku ludziom będzie trzeba zwrócić wolność, bo ta im została niesprawiedliwie zabrana. Część właśnie zasługiwała na śmierć.
Biorąc pod uwagę okres trzech lat, te kilka miejsc już nie robią takiego wrażenia jak powinny. Więcej szczegółów może podać mu w całkiem innym miejscu. Za długo w tym wszystkim siedział, by mielić ozorem na lewo i prawo.
- Szczerze mówiąc, nie sądzę. - Odpowiedział z przekąsem, bo przecież teraz przychodziło mu się zajmować nudnymi ludźmi. Ciekawe, cóż to za szczególne informacje.
- Swoje rzeczy mam w jednym z pokoi w Grosvenor House Hotel, więc może. Chociaż to wydawałoby się najwłaściwsze w obecnej sytuacji. – Nie lubił miejsc, których nie znał. Chociaż czasem i w nich musiał się zatrzymywać. Jego wypowiedź w tej sytuacji można potraktować jako znak, że Sebastian ma mu pomóc przetransportować bagaże z hotelu do domu i pomóc się rozpakować. A skoro Tygrys na razie tylko przez chwilę pokazał swoją złość i sam to zaproponował w pewnym sensie, nie było powodu by nie miał wrócić do swojego domu. W końcu nawet gdyby nie spotkał swojego dawnego podwładnego i zechciał do swojej rezydencji wrócić, ten by musiał go przyjąć.
- Coś tam się zmieniło? - Pytał o swój dom, o same interesy, a nawet o ludzi mu podległych. Choć żołnierz miał tylko udzielić mu informacji o domostwie.

_________________

Jim Moriarty

That's my story × My people × Call me



Every fairytale needs a good old-fashioned villain. You need me, or you're nothing.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sebastian Moran
Colonel
avatar

Join date : 24/09/2012
Liczba postów : 71


PisanieTemat: Re: The Lanesborough Afternoon Tea   Pią Sty 25, 2013 11:22 pm

Na razie stwierdził, że to najlepsze rozwiązanie zwłaszcza, że o wielu rzeczach nie mógł mówić w miejscach publicznych. Cóż nie sądził by Jim musiał się na nowo wbijać w dawny rytm, ale sądził, że pewnie nieco czasu zajmie mu zorientowanie, co się w pajęczynie zmieniło, co wymaga naprawy a co jest dobrze. Chociaż mógłby się założyć… o coś, że Moriarty to wszystko w mniejszym lub większym stopniu śledził. Uważnie pilnując by w jego siatce nie działo się nic złego. A jeśli to była prawda to pewnie w stanie był zauważyć kilka niepokojących rzeczy.
Skoro Sebastian był w stanie je dojrzeć to był święcie przekonany, iż jego przełożony również o tym wie. Swoje też robiły plotki o domniemanym martwych wstaniu Sherlocka, chociaż szczerze mówiąc żołnierz na razie nie umiał znaleźć kogoś, kto wyjawiłby coś więcej. Nie wiedział tylko czy to wina lojalności wobec tego bękarta czy może rzeczywiście brak dokładniejszej wiedzy. Wszystko jednak tworzyło spójną całość.
Wydał z siebie tylko bliżej nieokreślony pomruk, który mógł być tak samo oznaką zgody lub też nie zgody na to, co powiedział Jim. W rzeczywistości tylko sam Sebastian był w stanie określić jednoznacznie, co ten dźwięk oznaczał.
-Hm… więc będziemy się musieli po nie wybrać – Sebastian uśmiechnął się zadowolony z tego że usłyszał oczekiwaną odpowiedź. Chociaż powiedzmy sobie szczerze nie sądził, że to będzie takie proste. Bowiem z Jimem nic nigdy nie było proste, niby się na coś zgadzał, ale w tak zwanym między czasie potrafił jeszcze sześć razy zmienić zdanie. Niby Sebastian powinien być tego świadom, w końcu zmienność to jedyna wada jego przełożonego, ale powiedzmy sobie szczerze, czasem ta zmienność podpadała już pod kategorię niezdecydowania, co czasami naprawdę było wkurzające. Ale na razie wszystko się układało dobrze i nie zapowiadało się na to by miały zajść jakieś niespodziewane wydarzenia.
Sebastian chwilę się zastanawiał nim zdecydował się udzielić odpowiedzi. Właściwie to nie miał się nad czym zastanawiać bo w rezydencji się nic nie zmieniło. Wiedział jednak doskonale, że to pytanie ma zdecydowanie głębszy sens na który zapewne później będzie musiał odpowiedzieć. Bo teraz nawet nie było o tym mowy.
-Właściwie to nie – uśmiechnął się delikatnie. Może ciężko w to było uwierzyć, ale uważał, że pewne rzeczy musiały być stałe. I w tym przypadku taką stałością szczycił się dom w którym mieszkał a raczej rezydencja w której mieszkali z Jimem. Chociaż Irlandczyka czasem brało na jakiś mniej lub bardziej inteligentny remont, to mimo wszystko budynek ten pozostawał niezmienny. Wciąż był jego domem i wciąż był bezpieczny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Moriarty
Napoleon of Crime
avatar

Join date : 21/09/2012
Liczba postów : 71

Skąd : Greystones, Irlandia

Humor : Too bored

PisanieTemat: Re: The Lanesborough Afternoon Tea   Sob Sty 26, 2013 11:42 am

Prawdę mówiąc, Sebastian nie jest jedynym, któremu powierzył to zaszczytne zadanie opiekowania się dorobkiem życia. A i tak musiał wszystko kontrolować, bowiem jeśli nie on to kto? Owszem, kilka nici zostało zerwanych, ale to wszystko da się naprawić. Choć i te niepokojące zmiany bardzo mu się nie podobały.
Sherlock nie jest tak istotny, by rozmawiał o nim na salonach cały przestępczy półświatek. Nie jest w stanie go doszczętnie zniszczyć, chociaż być może chętnie by go przyjęli w swoje szeregi... gdyby tylko naprawdę był tym, kogo z niego Moriarty zrobił. Są pewnie gdzieś jeszcze ludzie, którzy wierzą w wielkiego Sherlocka Holmesa nawet pomimo tych wątpliwości zasianych w ich sercach. Ale są też tacy, co sprzedadzą go za kubek herbaty i kilka kromek chleba.
Pewnych rzeczy lepiej jest nie interpretować.
- Nie masz tutaj zaparkowanego gdzieś samochodu? Jakoś pewnie będę musiał przeżyć przejażdżkę taksówką. - Odpowiedział z lekkim przekąsem. W tych taksówkach jeździli wszyscy. Były niewygodne, brudne i różne rzeczy tam ludzie robią. Poza tym, często kierowcy wybierali dłuższą trasę, by więcej zarobić. Co w momencie, kiedy potrzebowało się czasu było zgoła irytujące. Problem w tym, że to proste nie było. Właśnie się teraz na coś zgodził, ale właśnie może zmienić zdanie sześć razy. On tego tak nie postrzegał, chociaż inni tego nie lubili, jeśli miał się na coś zdecydować.
A w rezydencji też pewnie Sebastian nie pozwolił, by pojawiły się jakieś podsłuchy czy kamery.
- Skończę, to możemy się zbierać w takim razie. - Owszem, to musiało być stałe. Musiała to być nadal twierdza nie do zdobycia, która miała zapewnić mu bezpieczeństwo. Remont czasem się ogólnie przydawał, zwłaszcza, że to miejsce ma swoje lata. I to się też tyczyło mebli.
Mówiąc o tym „skończeniu” miał na myśli, że musi dopić herbatę i przed wyjściem jeszcze zjeść tą kanapkę. W końcu żywi musieli jeść. Ale to mu niedługo zajmie. Chociaż też się zastanawiał, co on będzie robić w swoim domu jak wróci. Pomijając rozpakowanie się, przebranie się w coś lżejszego i wygodniejszego.

_________________

Jim Moriarty

That's my story × My people × Call me



Every fairytale needs a good old-fashioned villain. You need me, or you're nothing.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sebastian Moran
Colonel
avatar

Join date : 24/09/2012
Liczba postów : 71


PisanieTemat: Re: The Lanesborough Afternoon Tea   Sob Sty 26, 2013 12:54 pm

Żołnierz nawet gdyby bardzo się starał nie byłby w stanie w tak szybkim czasie ogarnąć całej pajęczyny. Zwłaszcza że nie był pająkiem a tylko tygrysem a też jego przełożony nie zostawił mu zbyt wielu informacji. Miła jednak swój instynkt i on podpowiadał mu już od jakiegoś czasu, że coś za dobrze sobie radził z tym wszystkim. Że ta pajęczyna miała się za dobrze, pod jego rządami. Nie zmieniało to jednak faktu, że mogąc jej się przypatrzeć bliżej był w stanie zauważyć kilka innych niepokojących rzeczy. A że patrzył na to z całkiem innego kąta niż Jim i że właśnie nie zabił swojego instynktu szybciej wywnioskował, że coś było bardzo nie halo.
Nie miał może tak ścisłego umysłu by od razu połączyć wszystkie faktu, które do niego docierały, brał też pod uwagę margines błędu coś takiego, że czasami nici same pękają. Nie zmieniało to jednak faktu, iż coś się działo, coś wisiało w powietrzu i przy odrobinie szczęścia wszystko się zacznie zmieniać. Problem w tym, że ci, którzy chcieli go sprzedać mieli właśnie niezadowalająco mało o nim informacji albo były one bardzo niedokładne.
-Mam więc na szczęście przejażdżka taksówką nie będzie należała do dzisiejszych atrakcji – powiedział z rozbawieniem. Dobrze wiedział jak Jim „lubi” taksówki. Szczerze mówiąc Sebastian również za nimi nie przepadał, a gdyby naprawdę mógł to po całym mieście poruszałby się tylko motorem. Było szybciej, łatwiej było uniknąć korków no i nie było się zdanym na łaskę innych zwłaszcza, kiedy nie miało się czasu.
Rezydencja była dobrze pilnowana, nikt z zewnątrz nie miał do niej wstępu. Ludzie, którzy tam pracowali również zostali dobrani z wielką dbałością o szczegóły a także z uwzględnieniem wielu mniej lub bardziej dziwnych rzeczy. Część z nich wybrał sam Sebastian docierając do swoich najwierniejszych i najlepszych ludzi jeszcze z czasów wojska. Dlatego poza nim Moriarty miał na swoich usługach jeszcze z sześciu wyborowych strzelców no i coś na kształt swojej własnej małej prywatnej armii, która robiła za jego ochronę.
-Dobrze – skinął głową.
Sebastian zastanawiał się, co zrobić ze swoim nieszczęsnym celem. W sumie nie musiał umierać teraz, nic się nie stanie jak pożyje nieco dłużej a możne nawet to przysłuży się w przyszłych planach. Poza tym nie było też powiedziane, że będzie potrzebny Jimowi dwadzieścia cztery godziny na dobę, więc pewnie znajdzie czas by pozbyć się tego nieszczęśnika.
Pozwolił w spokoju skończyć profesorowi to, co miał do skończenia a potem razem przeszli się do tego nieszczęsnego hotelu. By stamtąd zabrać rzeczy Moriarty’ego a potem wrócić do rezydencji.
z/t x 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: The Lanesborough Afternoon Tea   

Powrót do góry Go down
 
The Lanesborough Afternoon Tea
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
The game is on! :: Belgravia :: Eaton Square-
Skocz do: