IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 James Moriarty

Go down 
AutorWiadomość
James Moriarty
Napoleon of Crime
avatar

Join date : 21/09/2012
Liczba postów : 71

Skąd : Greystones, Irlandia

Humor : Too bored

PisanieTemat: James Moriarty   Czw Sty 24, 2013 6:55 pm


IMIĘ I NAZWISKO

Imię: James Nolan
Nazwisko: O Muircheartaigh (Moriarty)
Data urodzenia: 01.01.1977
Miejsce urodzenia: Greystones, Irlandia
Orientacja: Aseksualna – jakoby dobrowolnie unika kontaktów seksualnych z innymi ludźmi. Choć zdarzają się nieliczne wyjątki.
Zawód: Przestępca Doradca
Grupa: Criminal

INFORMACJE OGÓLNE
RODZINA
Starszy brat James Moriarty – Pułkownik armii brytyjskiej. Z nim nie utrzymuje kontaktów, nawet o nim nie wspomina i nie wygląda na zainteresowany tym, czy jego starszy brat żyje. Wynika to z tego, że… Nieważne.
Młodszy brat Arthur Moriarty – Zawiadowca małej stacji kolejowej w rodzinnym miasteczku. Kiedy je opuścił, także jego kontakty z tym człowiekiem ograniczył do zera.
Perspektywa zepchnięcia ich z klifu wydaje się niezwykle kusząca.
CHARAKTER
Nie owijając w bawełnę należy zacząć od tego, że jest dotknięty wysokofunkcjonującym autyzmem, który w połączeniu z socjopatią rzutuje na zachowanie tego mężczyzny. Dzięki temu w miarę dobrze funkcjonuje w społeczeństwie jak i jest tym, kim jest. Choć inni określiliby to jako tylko skłonności do czynienia zbrodni, wszelkiego zła i chaosu w tym jakże spokojnym i nudnym świecie.
Z tym się wiąże często trudna do opanowania agresja, która to czasem dotyka innych albo i jego – choć to są nieliczne momenty. Przez to drugie zaburzenie nie posiada sumienia, już nie wspominając o odpowiedzialności za swoje czyny. Nie odczuwa takich rzeczy jak skrucha, wstyd czy poczucie winy wobec innych. Nie jest osobą, którą można posądzić o głęboką troskę.
Mimo, że stosunkowo dobrze funkcjonuje w społeczeństwie, to i tak kontakty międzyludzkie u tego mężczyzny są znikome. Potrafi też bez mrugnięcia okiem manipulować jednostką jak i się nią bawić na wymyślne sposoby. Bo strach, błagania go o litość Irlandczyka tylko bawią. Nieważne, czy chodzi o kobiety, mężczyzn czy dzieci. Ludzie tak mają jeśli chodzi o umieranie.
Też ciężko mówić o przywiązaniu do drugiego człowieka, odczuwaniu czułości czy zaufania. O wiele łatwiej pokazuje negatywne emocje niż te pozytywne. Jak na przykład wtedy, kiedy coś nie idzie po jego myśli czy też fajne zabawki ulegają zniszczeniu.
Dzięki swojej inteligencji też potrafi przewidzieć zachowania ludzi, jak i tworzyć wszelakie możliwe plany na każdą wręcz okazję.
Też ma coś, co można określić klasą – jest stosunkowo dobrze obyty towarzysko i potrafi z tego korzystać.
Na końcu jeszcze można wspomnieć o jego skłonności do obsesji – jedną swego czasu był Sherlock. Teraz pewne rzeczy się zmieniły i jest… nudno.

HISTORIA
Rozdział pierwszy: Początek
Na świat przyszedłem w niezamożnej rodzinie żyjącej w niewielkim miasteczku pod Dublinem jako jedno z trójki dzieci. Moi rodzice bardzo chcieli mieć trójkę dzieci, więc to było ich największe osiągnięcie. Bo nie można powiedzieć, by udało utrzymywać rodzinny majątek. Nie można powiedzieć też bym miał to tak zwane dzieciństwo udane. Wszystko dlatego, że mój starszy brat do najmądrzejszych ludzi nie należał. Kiedy zaś pojawił się ten młodszy… rodzice – ku mojemu niezadowoleniu – oddawali mnie często pod opiekę starszemu bratu. Koszmar. Wolałem robić ciekawsze rzeczy niż bawić się z tym półgłówkiem, jak i znosić jego obecność znacznie bliżej niż drugi koniec pokoju.
Przy tym młodszym zaś nie mogłem się uczyć, bo mi się wiecznie gówniarz pałętał pod nogami. Co się nasiliło, kiedy James wyprowadził się do Londynu. Rodzice byli tacy dumni, że poszedł do wojska. Według nich miał do tego talent. Jakby wielkiego talentu potrzeba było do zostania trepem. Bardzo szybko mnie przestał interesować. Bo też miałem od niego spokój.
Rozdział drugi: Carl Powers
Ja się to wyprowadziłem do Londynu, by zamieszkać z ciotką na czas nauki. Co prawda, miałem Dublin na rzut mokrym beretem, jednak Londyn wydawał mi się intrygujący. To kolebka śmierci, miejsce w którym kwitnie wręcz przestępczość. Było to miejsce dla mnie. Tutaj też zacząłem chodzić do szkoły. A ponieważ się wyróżniałem, doczekałem się kogoś kto czynił moją dalszą edukację bardziej nieznośną. Otaczali mnie sami idioci, a jeszcze jeden mi jeden dokuczał. Nie lubiłem go, śmiał się ze mnie. W końcu zatrzymałem jego serce. Jad kiełbasiany w lekarstwie na egzemę to było genialne posunięcie. I piękne w swej prostocie. Zrobiłem to mając dwanaście lat. Sherlock rozwiązywał tą sprawę jako pierwszą, kiedy inni twierdzili, że ten chłopak utonął. Trzymałem to obuwie przez dwadzieścia lat, by je wykorzystać do swojego planu.
Ukończyłem też edukację na jednym z tamtejszych uniwersytetów, ale to było dużo, dużo później.
Rozdział Trzeci: Clan n’ Gael
W tym czasie też utworzyłem zorganizowaną grupę przestępczą Clan n’Gael. Chociaż tej organizacji nie można nazwać w ten sposób. Nie porzuciłem wtedy swojej kariery naukowej i w wieku dwudziestu dwóch lat wydałem traktat matematyczny o Dwumianie Newtona. Przyniósł mi on światową sławę. Osiem lat później zostałem profesorem na jednym z prestiżowych uniwersytetów w Londynie. Wróćmy jednak do meritum sprawy. Wtedy zacząłem się zajmować rabunkami, morderstwami na zlecenie i cieszyłem się, kiedy policja miała związane ręce. Część z tych spraw pozostała niewykryta albo uznali je za nieszczęśliwe wypadki. Dopiero Sherlock zdołał część z tych spraw odkryć.
Rozdział Czwarty: Kiedy Tygrys spotyka Diabła
Potrzebowałem prawej ręki. Kogoś wiernego, oddanego i gotowego nawet oddać za mnie życie. A przy tym potrzebowałem wyszkolonego żołnierza. Nie mógł to być ktoś w stanie czynnej służby. Jako, że przede mną wszystkie drzwi stały otworem, to miałem wgląd w dokumentacje wojskowe. Z długiej listy nazwisk wybrałem kilka – w tym jedno, które brzmiało mi znajomo. Zasięgnąwszy informacji, udałem się do jednego z tych obskurnych barów w centrum Londynu. Kiedy zastałem Morana pochylonego nad kolejną szklanką, potwierdziły się te wszystkie prawdy na temat żołnierzy nagle muszących żyć w cywilu. Zamiast kolejnego drinka, postawiłem mu szklankę wody. I kiedy trzymałem szklaneczkę z whiskey, zaproponowałem mu pracę. Ten z początku nie dowierzał, zresztą w tym nie ma nic dziwnego. W końcu byłem facetem w drogim garniturze proponującemu mu pracę polegającą na zabijaniu ludzi. W coś takiego ciężko nawet jest uwierzyć po pijaku. Ostatecznie słusznie rozpatrzył moją propozycję, która z pewnością była lepszą alternatywą od stoczenia się na samo dno.
Rozdział Piąty: Wielka Gra
Zaczęło się od mężczyzny rozmawiającego ze swoją partnerką na zatłoczonym lotnisku. Kazała mu wziąć taksówkę. Wyglądało to na zwyczajne samobójstwo. Potem był młody chłopak, który zabił się w centrum sportowym. Jak i kobieta znaleziona na placu budowy – wiceminister transportu. Bardzo mi się podobała sytuacja, kiedy to Scotland Yard sobie z tym nie radził. Ale Sherlock. On był inny. Od razu połknął przynętę.
Ale najistotniejsza w tym wstępie była kobieta w różowym płaszczu. Miała różową walizkę, różowy telefon jak i różowe obuwie.
Moim pierwszym klientem w tym okresie był taksówkarz Jeff Hope. Miał tętniaka w mózgu, a więc powiedziałem mu, że będę mu płacić za każdą osobę, którą zabije. Czego to się nie robi dla rodziny. Ostatecznie to Sherlock spotkał się z moim klientem i ten w chwili śmierci zdradził mu moje nazwisko.
Później to sprowadziłem do Wielkiej Brytanii zorganizowaną grupę przestępczą o dźwięcznej nazwie Czarny Lotos. Interesowała ich droga błyskotka, którą chcieli bardzo odzyskać.
Dochodząc do tej Wielkiej Gry, wysłałem Sherlockowi telefon zrobiony tak by przypominał ten należący do babki w różu. Czytałem bloga doktora Watsona, interesująca lektura. Nagrałem mu wiadomość z czterema sygnałami dołączając pewne zdjęcie piwnicy. Zostawiłem tam mu obuwie należące do Carla. Potem Sherlock odebrał wiadomość od kobiety uwięzionej w samochodzie. Miał dwanaście godzin na rozwiązanie tej zagadki Powersa. Także szukał zaginionych planów wojskowych.
Sherlock nazywający mnie „gejem” to było niezwykle zabawne zwłaszcza, kiedy dałem mu swój numer. Jak i wszystko.
Później to Sherlock musiał wyjaśnić sprawę Iana Monkforda, którego wysłałem do Kolumbii. Tym razem było osiem godzin na uwolnienie tego człowieka stojącego w centrum miasta. Także to mu się udało. Na koniec zostawiłem mu Connie Prince i staruszkę uwięzioną w swoim mieszkaniu. Tutaj Sherlockowi się nie powiodło. Opisywała mnie, więc zatrzymałem jej serce.
Była jeszcze sprawa martwego ochroniarza uduszonego i wyrzuconego nad brzeg Tamizy. Było to połączone z kopią obrazu w muzeum. Zainwestowałem w to trzydzieści milionów funtów.
Koniec końców i tak Sherlock znalazł te plany wojskowe. Albo raczej tak myślał, że je znalazł. To nas zaprowadziło na ten opuszczony basen. W końcu stanąłem z nim twarzą w twarz tak jak tego sobie życzył. Ale oczywiście, przedtem porwałem jego drogiego doktora Watsona. Wszystko po to, by ten przekazał mu moje słowa. Była to bardzo przyjemna, aczkolwiek złowroga rozmowa. Oczywiście nie mogłem im pozwolić kontynuować. Tą podniosłą chwilę pełną napięcia przerwał rozbrzmiewający w eterze sygnał telefonu. Oczywiście, kiedy zdałem sobie sprawę, że to mój telefon… musiałem zapytać, czy mogę odebrać. Niezręcznie było zaniedbywać Sherlocka dla jednego telefonu od Adler. Chociaż i tak według niego miałem czas do końca życia. A to nie był dobry dzień na śmierć.
Rozdział Szósty: Reichenbach Fall
Dla Sherlocka to nadal był pracowity okres i osiągnął wtedy sporo sukcesów. Z każdych stron gazet patrzyła na mnie jego wstrętna buźka. Scotland Yard nawet robił ze szczęścia pod siebie na konferencjach prasowych. A Watson to powinien być prorokiem.
Wybrałem się na wycieczkę do londyńskiego Tower, by sobie obejrzeć piękne klejnoty koronne. Jak i je ukraść, chociaż sam bym tego kradzieżą nie nazwał. Raczej chęcią przymierzenia i poczucia się przez tą krótką chwilę jak prawdziwy król. W końcu kilku chwil przejąłem tamtejszy system zabezpieczeń, jak włamałem się do Banku Anglii. Jeszcze wspomnę o więzieniu Pentonville. Wszystko to była wiadomość dla mojego drogiego Sherlocka. Nawet dałem się aresztować. Teraz to ja trafiłem na pierwsze strony gazet. Media podłapały numer z przestępstwem stulecia jak i tą prowokację ze złapaniem ulubionego detektywa. Doczekałem się procesu sądowego i to aż na Old Bailey. Trzymali mnie tam jakbym miał ich dotykiem pozabijać… co wcale nie jest bezpodstawne. Sherlock tak ładnie o mnie mówił, a ja mogłem tylko potakiwać. Naprawdę coś między nami zaiskrzyło, jak chciałem go wysadzić. On chciał mieć zabić. Koniec końców i detektyw na jakiś czas dostał sąsiadującą celę z tą, w której mnie usadzili. Prawdą jest, że nie przygotowałem sobie żadnej obrony… a przynajmniej tak pan detektyw myślał. Gdybym chciał te klejnoty, dawno nosiłbym je na swoich skroniach, gdybym chciał wypuścić więźniów… zrobiłbym to. Nudziłem się. Oni chcieli mnie skazać na długie lata, obrona robiła to, co do niej należało i zostałem ostatecznie uniewinniony. Po całym procesie nie mogłem sobie odmówić wpadnięcia na herbatę do swojego wroga i porozmawiania o ostatnich wydarzeniach.
Pochwaliłem się, co zrobiłem by wyjść na wolność. Wszystko odgadł bezbłędnie, co mnie niezwykle ucieszyło. Szkoda, że nie mógł mnie zobaczyć w koronie. Pokazałem światu do czego jestem zdolny, a on mi pomógł. Dwa miesiące później na scenie się pojawiły nowe osoby. Między innymi czterej wyszkoleni zabójcy mieszkający w sąsiedztwie moich ulubieńców.
Jeszcze Sherlock musiał rozwiązać sprawę uprowadzenia dzieci pewnego ambasadora. Sebastian miał wtedy dużo roboty i pewnie sam chciał te dzieci szybko zabić. A te potrafią być nieznośne. Detektywowi zostawiłem dwie wskazówki… już myślałem, że ich nie zrozumie.
Wszyscy zaczęli po pewnym czasie wątpić w samego detektywa, jego intencje i skłaniali się ku temu, że jest wierutnym kłamcą. Kimś, kto pragnie tylko chwały. Ale nadal to nie była ostatnia zagadka.
Igrzyska Śmierci czas zacząć. Sherlock na miejscu zbrodni po tym, jak jego obrońca został zastrzelony. A perspektywa aresztowania tego człowieka wydawała się nieunikniona.
Richard Brook. Aktor, którego Sherlock Holmes wynajął na Moriarty’ego. Bezrobotny aktor, potrzebujący pieniędzy. Detektyw chcący zaznać sławy przy swoim nemezis. Te wszystkie herbatki wypite z Mycroftem, kiedy opowiadał mi o swoim trudnym dzieciństwie i swoim braciszku. Chociaż fakt, że patrzył mi na ręce nie do końca mi odpowiadał. Ale to on dla mnie tańczył do melodii, którą grałem.
Ostatnia zagadka oznaczała, że musiałbym wrócić do zabawy z zwyczajnymi ludźmi, bo nikogo nie będzie lepszego, ciekawego od tego człowieka. Ale go pokonałem i stał się nudny. I byłem nim zawiedziony.
Wróćmy do tego momentu, kiedy wspominałem o aktorze. Miałem wszystko. Pokonałem swojego przeciwnika. Czy miałem umrzeć? Nie. To nie tak miało być, nawet jak w bajkach dobro zwycięża. On miał mnie, był mną i miał się spotkać ze mną w piekle. Ale na to było jeszcze za wcześnie. Albo raczej było za wcześnie na moją śmierć. Richard Brook istniał naprawdę, był ważną częścią tego planu. Tak by Sherlock myślał, że mnie stracił. I by myślał, że dzięki temu uratuje bliskich.
Rozdział Siódmy: Trzy lata później
To zbyt nudne.
Stayin’ Alive.

INFORMACJE DODATKOWE
CIEKAWOSTKI
  • Potrafi słuchać trzech piosenek równocześnie przy tym rozróżniając jaka to piosenka.
  • Jeśli chodzi o sprawy czysto biznesowe, to swoje interesy prowadzi przez trzech lub czterech pośredników. Kontaktuje się z nimi przez IRC lub innych systemów tekstowych. Rzadziej zjawia się osobiście. Jeśli ktoś z jego podwładnych wpadnie, zawsze znajdzie się sposobność, by go wyciągnąć z więzienia albo zabić. Z czego to pierwsze to rzadkość.
  • Jest obsesyjnie zorganizowany. Tworzy nawet awaryjne plany na każdą możliwą okazję i to pewnego rodzaju hobby. Pozwala mu ono także na zachowanie elastyczności umysłu. Każdą nitkę swojej sieci kontroluje wręcz skrupulatnie wiedząc przy tym doskonale, kiedy ona drga.
    Wskazówka: Jeśli nie jesteś nim, jesteś dyspozycyjny.
  • Nie lubi osób starszych i niedołężnych.
  • Nie trawi stagnacji. Zwłaszcza, że ciężko mu sobie z tym poradzić.
  • Potrafi nieźle rzucać wszelkimi nożami do celu.
  • Uwielbia irlandzką kuchnię i kilka innych. Jak i makaroniki.
    Na koniec można wspomnieć, że potrafi grać na fortepianie, pianinie i flecie irlandzkim.


ZAINTERESOWANIA
Kreacje Vivienne Westwood, ludzie na jego poziomie intelektualnym (Ze świecą takich szukać.), nowe zabawki, wyuzdany seks, tworzenie bomb, eksplozje. Naukę w każdej możliwej postaci, eksperymenty behawioralne, torturowanie innych. Ponadto, ciekawe książki, filmy czy spektakle oraz koncerty. Albo wystawy różnej maści. Obiektem jego zainteresowań jest także Sebastian. Wolny czas spędza też na tworzeniu programów komputerowych, graniu w rozmaite gry na playstation czy w szachy lub cluedo.

EKWIPUNEK
  • Telefon komórkowy
  • Scyzoryk
  • Guma do żucia
  • Okulary przeciwsłoneczne
  • Portfel z dokumentami i klucze do domu


CEL ŻYCIOWY
  • Nie umrzeć z nudów.

WYKORZYSTANY WYGLĄD
Andrew Scott

Wzór wykonany przez HELLAO dla thegameison.


„The Fall is a lie”

_________________

Jim Moriarty

That's my story × My people × Call me



Every fairytale needs a good old-fashioned villain. You need me, or you're nothing.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sherlock Holmes
Spectacularly ignorant
avatar

Join date : 16/09/2012
Liczba postów : 407

Skąd : Hutton le Moors, UK

Humor : So excited.

PisanieTemat: Re: James Moriarty   Czw Sty 24, 2013 7:18 pm

Nie martw się, tak szybko nie umrzesz z nudów.
Akcept.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://thegameison.forumpolish.com
 
James Moriarty
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
The game is on! :: The Rules :: Akta kryminalne :: Zaakceptowane-
Skocz do: