IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kamienny bruk

Go down 
AutorWiadomość
Sherlock Holmes
Spectacularly ignorant
avatar

Join date : 16/09/2012
Liczba postów : 407

Skąd : Hutton le Moors, UK

Humor : So excited.

PisanieTemat: Kamienny bruk   Sro Sty 23, 2013 4:51 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://thegameison.forumpolish.com
Sebastian Moran
Colonel
avatar

Join date : 24/09/2012
Liczba postów : 71


PisanieTemat: Re: Kamienny bruk   Czw Sty 24, 2013 8:41 pm

Niektórzy nie mieli czasu ani nawet już siły poddawać się żałobie. No powiedzmy sobie szczerze po trzech latach już wypadało się wziąć w garść i po prostu iść na przód. Do tego też wniosku doszedł Sebastian, który póki jeszcze miał tam jakieś pozostawione przez Jima rozkazy mógł je wypełniać i nie czuł się tak… strasznie źle. Jednak rozkazy się wkrótce skończyły i wtedy przyszła ta potworna nuda a razem z nią stagnacja i ogólny dół. Przez który czasami Sebastian miał ochotę po prostu strzelić sobie w głowę. Skończyć to wszystko i udać się na zasłużony już te kilka lat temu odpoczynek. A jednak nigdy nie należał do osób poddających się. Jezu słodki, nie po to przeżył starcie z tygrysem by dać się zabić rozpaczy. O nie. Poza tym… miał kilka rzeczy do zrobienia.
Krążyły pogłoski, że Sherlock wcale ze sobą nie skończył. Były one jednak strasznie niewiarygodne a jednocześnie zastanawiające. Żołnierz chciał się temu wszystkiemu przyjrzeć. Przez te trzy lata starał się utrzymać dorobek życia profesora przy życiu. Nie mógł pozwolić by cała ta idealnie zaplanowana siatka przestępcza poszła się kochać. Cóż dla zwykłego żołnierza niemającego pojęcia o polityce, zwłaszcza tak delikatniej, jaką rządził się podziemny świat było to nie lada wyzwanie, jednak Sebastian nigdy nie był głupi a to znacznie mu ułatwiło tą działalność.
Musiał coś załatwić, jedną z tych rzeczy, które wprost uwielbiał robić. Od przeszło tygodnia śledził swój cel, poznawał jego rytuały, zwyczaje i wszystko, co pozwalało na znalezienie odpowiedniego momentu do perfekcyjnego zabójstwa. Stał naprzeciwko jednej z licznych w tym miejscu kamienic. Opierał się o metalową barierkę i jak gdyby nigdy nic palił papierosy. W kamienicy obok mieszkał jego cel. Nie można powiedzieć by była to jakoś wyjątkowo uczęszczana droga, jednak, co jakiś czas ktoś przechodził.
Moran ubrany w skórzany płaszcz do połowy ud, pod którym miał polar z golfem oraz dżinsy nie specjalnie się rzucał w oczy. Wyglądał jak członek jednego z licznych w tych okolicach gangu. Nonszalancja z jaka się opierał o metalową barierkę, ciemne okulary, które gościły na jego nosie mimo powoli chylącego się ku zachodowi słońca czy chociażby sposób w jaki palił papierosa. Nic, dosłownie nic nie zdradzało jego intencji. Obok niego stał pokrowiec na gitarę w którym jednak nie było gitary a rozłożona na części snajperka, ale o tym nikt nie musiał wiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Moriarty
Napoleon of Crime
avatar

Join date : 21/09/2012
Liczba postów : 71

Skąd : Greystones, Irlandia

Humor : Too bored

PisanieTemat: Re: Kamienny bruk   Czw Sty 24, 2013 9:09 pm

Po śmierci Sherlocka nawet i on był tym wszystkim rozczarowany. Bowiem to oznaczało wyjątkowo nudne zajmowanie się problemami zwyczajnych ludzi.
W tej kolebce jaką był Londyn nie było ani jednej osoby, która by mogła się z nim równać i go zastąpić. Więc to wszystko nie miało głębszego sensu, wszystko było za łatwe.
A to wszystko kładło się cieniem na jego imperium.
Pogłoski. Plotki. W tym świecie aż huczy od plotek. Pajęczyna jest mocniejsza niż się niektórym wydaje, a przecież ukrywający się detektyw starał się zerwać jak najwięcej nici zostawionych przez Pająka.
Jak zawsze profesjonalny.
Właśnie pech chciał, że miał tędy przechodzić. Nie lubił tych mało uczęszczanych dróg. Zwłaszcza, jak tam występowały gangi czy grupy bezdomnych. O stratę telefonu, portfelu czy dokumentów albo nawet zdrowia, życia nie jest trudno w takich okolicach. Chociaż ta dzielnica należała do tych bardziej ekskluzywnych.
Mężczyzna ubrany w zapięty płaszcz wykonany z barwionego na czarno kaszmiru, spod którego wystawały nogawki grafitowych spodni od garnituru przemierzał tą ulicę. Szyję miał owiniętą średniej długości szalikiem, a w dłoniach okrytymi skórzanymi rękawiczkami trzymał kubek kawy ze jednej wielu kawiarni w tym mieście. Kierował się do jednego z hoteli, w którym on obecnie się zatrzymywał.
Sam nie potrafił aktywnego życia nocnego w postaci przebywania na mieście, zwłaszcza w taką pogodę. Zwykle zajmował się zwyczajnymi ludźmi jak i oglądał telewizję. Albo czytał książki.
A co jak co, teraz wolał być w przytulnym pokoju hotelowym niż łazić po takich miejscach.

_________________

Jim Moriarty

That's my story × My people × Call me



Every fairytale needs a good old-fashioned villain. You need me, or you're nothing.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sebastian Moran
Colonel
avatar

Join date : 24/09/2012
Liczba postów : 71


PisanieTemat: Re: Kamienny bruk   Czw Sty 24, 2013 9:21 pm

Sebastian znudzony nieco czekaniem na nadchodzący zmierzch przyglądał się z mniejszą lub większą uwagą wszystkim przechodzącym tutaj osobom. Niektórzy darzyli go taką samą uwagą, inni zaś w ogóle sprawiali wrażenie jakby go nie widzieli. Widocznie nie była to jedna z tych dzielnic gdzie sąsiedzi są na tyle mili by pilnować samochodu swego nieobecnego sąsiada. Cóż mówi się trudno i płynie się dalej.
Żołnierz zapalił kolejnego papierosa. Później już nie będzie ich palił, tak by stanowisko jego pracy było czyste i nie pozostawić po sobie żadnego niepożądanego śladu. Nie po to czytywał te wszystkie dokumenty, publikacje czy też inne teksty, które wydawał Sherlock żeby nie wiedzieć jak on działa. W sumie teraz go niby nie było, ale było kilku takich detektywów, którzy starali się iść w jego ślady. „Miej oko na swojego wroga, aby go wyprzedzić”.
Obserwując nielicznych przechodniów jeden wyjątkowo z nich rzucił mu się w oczy. Wyglądał tak strasznie znajomo. Ale to nie możliwe. Jim nie żył od trzech lat, niby zostawił po sobie jakieś tam rozkazy, ale to wcale nie znaczyło, że żyje. Po prostu jak zawsze miał plan awaryjny. On ich chyba miał więcej niż ustawa przewiduje. Cóż… co właściwie szkodziło Sebastianowi sprawdzić.
Wyrzucił niedopalonego papierosa, dokładnie go zadeptując. Z paczki wyciągnął nowego i wsunął go między wargi. Zaczął udawać, że szuka zapalniczki i nie może jej znaleźć. Po rytualnym obszukaniu się podszedł do Jimo-podobnego mężczyzny.
-Przepraszam, ma pan ogień? – Zapytał całkiem niewinnie. Uśmiechając się przy tym wszystkim po swojemu. Czyli w ten uroczo-nieporadny sposób na który nabierało się większość kobiet a nawet niektórzy mężczyźni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Moriarty
Napoleon of Crime
avatar

Join date : 21/09/2012
Liczba postów : 71

Skąd : Greystones, Irlandia

Humor : Too bored

PisanieTemat: Re: Kamienny bruk   Czw Sty 24, 2013 10:06 pm

Tutaj jak widać ciężko było o lepiej strzeżone osiedle, gdzie stróż nie śpi albo nie sięga po butelkę. Tutaj mogli kogoś mordować za ścianą, a sąsiedzi z pewnością pogłośniliby telewizor, by nie słyszeć krzyków o pomoc i odgłosów ewentualnej walki. A przynajmniej on by tak zrobił, gdyby był takim statystycznym sąsiadem.
Sherlock z pewnością miał za dużo czasu wolnego, skoro wydawał stosunkowo często jakieś publikacje naukowe albo paranaukowe. Byli oni nudni i z pewnością bardzo szybko odpadli.
Czując na sobie wyjątkowo uważne spojrzenie aż się rozejrzał dyskretnie wokół siebie, by wzruszyć lekko ramionami i ostatecznie podnieść kubek do ust. W zasadzie to żył. Chociaż tego wszystkiego nie można nazwać życiem. Właśnie ten plan awaryjny sprawił, że teraz jeszcze spacerował po tej ziemi. Nawet jeśli był w strzępach.
Nie ma jak to dobry, prosty plan wymyślony w biegu, by sprawdzić pewne rzeczy. Od takich pytań się zaczyna, więc miał zamiar przyśpieszyć nieco kroku. Jednak ktoś pytał o ogień, co brzmiało stosunkowo niewinnie. Znaczy, tak by brzmiało gdyby ten mężczyzna był pierwszym lepszym przechodniem. Nie był ani pierwszym lepszym, a tym bardziej nie był przechodniem.
Po chwili podniósł na tego jegomościa swoje niezgłębione spojrzenie w kolorze bezkresnych czarnych dziur.
Zawsze miał jakiś plan. Teraz tym planem był powrót do pokoju hotelowego, nalanie sobie szklaneczki whiskey i oglądanie jakiegoś kiepskiego filmu. Tylko, że teraz na tym planie pojawiła się widoczna rysa, którą to ciężko było przeoczyć.
Był jednym z tych mężczyzn, którzy to się łapali na ten uśmiech.
Jak mu było nieco zimno w tym płaszczu, tak teraz miał wrażenie, że zrobiło mu się wręcz przerażająco gorąco i krople potu spływają po jego karku wsiąkając w koszulę. Co gorsza, przez krótką chwilę miał wrażenie że ten kubek mu z ręki wypadnie. Ze wszystkich ludzi na świecie, musiał to być ten jeden. Ten ktoś, kogo tak długo nie widział. I ktoś, kogo nie mógł nie rozpoznać.
- Gdzieś powinienem mieć… Proszę potrzymać. – Nawet miał całkiem słuszne wrażenie, że zmieniona nienaturalnie barwa głosu go zdradza. Brakowało w niej takiej twardości, która po raz pierwszy się pojawiła kiedy rozmawiał ze pewnym nieudacznikiem na dachu budynku. Ukrycie na moment w kieszeni pomogło i sam zaczął szukać swojej zapalniczki zippo. Bo jak na ironię losu sam potrzebował zapalić. Zapalniczki nie znalazł jak na razie, ale z kieszeni płaszcz zdołała mu wypaść elegancka srebrna papierośnica z wygrawerowanymi jego inicjałami, przy okazji bezczelnie rozsypując swoją zawartość. On tylko schylił się po papierośnicę, chcąc natychmiast ją podnieść z brudnego chodnika. - Proszę... poczekać. - Przepraszać nie zamierzał. Potem, kiedy pochował swoje rzeczy znalazł w końcu tą przeklętą zapalniczkę.
- Mam. W końcu. - Powiedział, stając ponownie wyprostowanym. Nawet nieco się zbliżył, bo przecież mężczyzna wspominał o ogniu i trzymał tego papierosa między wargami.



_________________

Jim Moriarty

That's my story × My people × Call me



Every fairytale needs a good old-fashioned villain. You need me, or you're nothing.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sebastian Moran
Colonel
avatar

Join date : 24/09/2012
Liczba postów : 71


PisanieTemat: Re: Kamienny bruk   Czw Sty 24, 2013 10:37 pm

Sebastian uważnie obserwował zachowanie swego rozmówcy a raczej nieszczęśnika, który wyglądał mu podejrzanie znajomo. Samo spojrzenie „nieznajomego” sprawiło, że poczuł znajomy dreszcz nawet, jeśli przez przyciemniane szkła okularów nie widział dokładnie ich koloru. Znał to gadzie spojrzenie, nie raz był przez nie obserwowany. Żołnierz uniósł jedną z brwi. Gdyby był mniej sobą a bardziej kimś innym nie zrozumiałby tego podejrzanie niezdarnego zachowania. Zdecydowanie miał coś na sumieniu, właściwie to już sam jego wygląd upoważniał go do tego by miał coś na sumieniu. A mianowicie bycie Jamesem Moriarty’m. Nieżyjącym od trzech lat napoleonem zbrodni. Zmrużył jasne ślepia, ale tego Jim nie mógł zobaczyć z powodu przyciemnianych okularów, jakie Sebastian miał na nosie.
-Proszę się nie śpieszyć, mam dużo czasu – tym mógł go spłoszyć ale nie zamierzał się tym przejmować. Właściwie to wszystko działało na niekorzyść profesora i można śmiało powiedzieć, że każdy jego ruch wręcz go zdradzał. Bo nawet Richard się tak nie zachowywał. Inaczej, nie zachowywał by się tak przerażająco i wręcz podejrzanie nerwowo gdyby zobaczył byłego pułkownika. Na razie jednak nie zapowiadało się na to by Sebastian zamierzał przerwać tą męczarnie profesora. Wciąż udawał, że go nie zna albo, że nie jest w stanie go rozpoznać, chociaż czekał na odpowiedni moment ku temu.
Cofnął się nieznacznie, kiedy ta papierośnica wypadła. No już bardziej się w tym momencie zdradzić nie mógł. Sebastian szczerze mówiąc z trudem powstrzymywał wybuch śmiechu i z jeszcze większym trudem przychodziło mu zachowanie powagi. Od dawna nie miał okazji uczestniczyć w większym cyrku do tego z udziałem swojego profesora. Przez myśl przebiegło mu pytanie czy Sherlock również się tak nieudolnie ukrywa. Czy może detektywowi wychodziło to nieco lepiej niż Jimowi.
Uśmiechnął się znów uroczo do profesora. No i dostał swój odpowiedni moment na atak. No może nie dosłownie atak, ale jego namiastkę. Chwycił Jima za przegub, teraz mu nie ucieknie.
-Dobra rada, jak chce pan być nierozpoznawalnym to musi pan jeszcze popracować nad swoim zdenerwowaniem – mówiąc to ściągnął ciemne okulary i wsunął je do szerokiej kieszeni swojego płaszcza. –Jest ono strasznie podejrzane profesorze. Trzy lata, przez tyle się pan ukrywał. Zero listu, wiadomości, nic. Sherlock miał, chociaż tyle… odwagi by się pożegnać – spokojny głos żołnierza stopniowo się zmieniał, na coraz bardziej złowrogi a raczej przepełniony złością, goryczą. Puścił przegub Jima by potem wyciągnąć z pomiędzy warg papierosa i schować go do kieszeni. Potem jak gdyby nigdy nic spojrzał w kierunku domu swojego celu. Chyba jednak go dzisiaj nie zdejmie. Musiał mieć nadzieję, że ten drobny złodziejaszek nie podzieli się zgromadzonymi informacjami z nieodpowiednimi osobami, bo wtedy na pewno przypieczętuje swój los. Wrócił spojrzeniem do profesora czekając na jakąś jego inteligentną odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Moriarty
Napoleon of Crime
avatar

Join date : 21/09/2012
Liczba postów : 71

Skąd : Greystones, Irlandia

Humor : Too bored

PisanieTemat: Re: Kamienny bruk   Czw Sty 24, 2013 11:08 pm

Wrócił spojrzeniem do profesora czekając na jakąś jego inteligentną odpowiedź.
Zdecydowanie ma takie głupie szczęście. Chociaż to spotkanie po latach prędzej czy później doszłoby do skutku. Pewne rzeczy jak widać się nieszczególnie zmieniły.
Nie lubił, wręcz nie znosił, jak coś wymykało się spod kontroli. Nie lubił nie mieć władzy nad swoim otoczeniem i nie znosił momentów, w których zmieniał się porządek dnia. Ta sytuacja podchodziła pod każdą z tych stresogennych czynników. O wiele łatwiej byłoby odejść, wymawiając się brakiem czasu.
Tyle to i on wiedział, że miał na sumieniu fakt, że jednak żyje. Żyje, inni tańczą ze szczęścia na wieść o tym a jeszcze inni rwą sobie włosy z głowy.
- Tak... ja też. - A zdecydowanie powinien się tym przejmować. Nic nie można poradzić, że źle się czuł w takiej sytuacji nawet jeśli to nie on zobaczył ducha. Bo ducha to zobaczył bardziej były pułkownik.
Jim też by wolał udawać, że nie zna tego mężczyzny. Tak byłoby o wiele łatwiej.
On to rzucał i na nią gromy w swoim umyśle. Zdecydowanie mu nie pomagał i zamiast się powstrzymać od śmiechu i walczyć z brakiem powagi, powinien się schylić celem mu pomocy. Zwłaszcza, że go rozpoznał.
Ależ on się ukrywał, nikt dotąd nie znalazł w żadnym miejscu. W tłumie się najłatwiej ukryć. A w przeciwieństwie do Sherlocka, nie zamierzał się przebierać w starców czy innych bezdomnych.
Pięknie wykrojone wargi Irlandczyka wykrzywił grymas, który w momencie kiedy to został chwycony za przegub się nieco pogłębił. Nawet się delikatnie szarpnął, jakby chcąc się uwolnić.
Pierwszą część wypowiedzi swojego dawnego podwładnego zignorował z oczywistych względów. Choć to wcale nie znaczy, że to spłynęło po nim jak woda po kaczce, bowiem odwrócił swoje spojrzenie.
- Przykro mi, że nie jestem taki jak ten cudowny Sherlock. - Chociaż po ostrzejszym na powrót tonie głosu, wcale nie było mu przykro. A było go więcej, kiedy wyczuł w głosie podwładnego tą złość, gorycz.
Rozmasował sobie powoli przegub, by ponownie schylić się po zapalniczkę.
Odsunął się o jakieś trzy kroki od żołnierza, by rzucić od niechcenia.
- Co Ty tutaj robisz? – To nie była inteligentna odpowiedź. Nie była to także głupio brzmiąca odpowiedź. Co więcej, Jim uznał za stosowne wycofać się z zasięgu rąk swojego dawnego podwładnego, co było jawną oznaką, że nie czuje się komfortowo. Bo jeszcze nienaturalne zdenerwowanie można w miarę racjonalnie wyjaśnić. A tak nie można wyjaśnić niechęci do bycia dotykanym w ten sposób.

_________________

Jim Moriarty

That's my story × My people × Call me



Every fairytale needs a good old-fashioned villain. You need me, or you're nothing.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sebastian Moran
Colonel
avatar

Join date : 24/09/2012
Liczba postów : 71


PisanieTemat: Re: Kamienny bruk   Pią Sty 25, 2013 11:17 am

Uśmiechnął się delikatnie słysząc taką odpowiedź na swoje stwierdzenie, iż ma dużo czasu. Chociaż sądził, że spowoduje to u Moriarty’ego jeszcze większe zdenerwowanie. Chociaż jak tak na niego patrzył to dochodził do wniosku, że już chyba bardziej zdenerwowanym być nie może.
Niby powinien, ale chciał zobaczyć jak się Jim gimnastykuje, za czasów ich współpracy nie miał zbyt często możliwości obserwować swojego przełożonego w takim stanie. Teraz jednak odbijał sobie za te wszystkie lata znajomości. Poza rozbawieniem czuł jeszcze narastającą frustrację a także też złość. Ciężko jednak było mu określić na co dokładnie. Na to, że Jim zniknął sobie na te trzy lata zostawiając go z całym swoim królestwem na głowie, czy może o to, że nie miał, chociaż tyle odwagi, czelności czy chociażby tego grama ludzkich uczuć by się pożegnać albo, chociaż prędzej czy później odezwać się, że jednak żyje. Szybko jednak się zreflektował. Czego on oczekiwał od tej bezdusznej bestii, która to nie miała w sobie nawet grama człowieczeństwa.
Spodziewałby się zobaczyć strach, ale że doskonale wiedział z kim ma do czynienia to ten grymas doskonale pasował. Chociaż nie wszystkie reakcje zgadzały się z tym co zapamiętał, co było nieco zastanawiające. Ale może te trzy lata zmieniły nie tylko go, ale także jego przełożonego. Który wcześniej na taką uwagę zareagował by albo śmiechem albo spojrzałby na swego podwładnego miotając gromami.
-Dobrze wiesz że jesteś od niego lepszy – tak jakoś mu się wyrwało. Czego zaraz pożałował a o czym świadczyły zaciśnięte w wąską linię usta żołnierza.
Był strasznie niezdecydowany, bo zaraz jednak wyciągnął wcześniej schowanego papierosa i ostatecznie zapalił go swoją własną zapalniczką. Zaciągnął się dymem by potem wypuścić rzadki, srebrno-szary obłoczek. Słysząc to pytanie przeniósł spojrzenie na przełożonego.
-A co mogę robić w takim miejscu? To co zawsze, pracuję – wzruszył ramionami by potem odwrócić się na pięcie i przejść się ten kawałek pod metalowy płotek. Położył na płasko futerał od gitary i otworzył go. We wnętrzu była prawdziwa gitara, chociaż zagrać się na niej nie dało. Wyciągnął z kieszeni ciemne okulary i wsunął je do jednej z licznych kieszonek na pokrywie futerału. Potem go zamknął i zapiął a także podniósł z ziemi. Przerzucił go sobie przez ramię i spojrzał na Jima.
-A co ty… tu robisz? – Cóż miał prawo to wiedzieć, przynajmniej on tak uważał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Moriarty
Napoleon of Crime
avatar

Join date : 21/09/2012
Liczba postów : 71

Skąd : Greystones, Irlandia

Humor : Too bored

PisanieTemat: Re: Kamienny bruk   Pią Sty 25, 2013 12:18 pm

Oczywiście, że tak było. Chociaż u niego ta ilość wolnego czasu się znacznie zmniejszyła. Gdyby nie fakt, że żołnierz nagle wyrósł na jego drodze, byłoby dobrze.
Był to jeden z tych nielicznych momentów, kiedy nie miał zamiaru prosić tego człowieka o jakąkolwiek pomoc. Przynajmniej sobie na nim poużywa przez jakiś czas.
Chyba złość w takiej sytuacji jest całkowicie naturalna. Chociaż pewnie bardziej chodziło o to drugie, że nie miał tyle odwagi cywilnej, czelności czy ten nieszczęsny gram ludzkich uczuć. Zadziwiająco w tej chwili był podobny do Sherlocka, który te trzy lata temu także stwierdził, że James Moriarty nie jest człowiekiem.
Strach to inne uczucie. U zwyczajnych ludzi występuje niezwykle często, a on się żywi ich strachem. Sam przy pierwszej lepszej okazji nie potrafił go odczuwać. Może niekoniecznie teraz było mu do śmiechu i może niekoniecznie ten człowiek kwalifikował się do miana podwładnego.
- On... był nudny. Stał po stronie aniołów i to wszystko... było zbyt łatwe... - On to podczas tej wypowiedzi malowniczo się krzywił. Nie ma jako to jeden z tych specyficznych komplementów, którymi żołnierz go w pewnym sensie raczył. Jak widać przyzwyczajenie do pewnych rzeczy robi swoje.
Niezdecydowanie u tego osobnika to coś wręcz niespotykanego.
- Czyli nie wypadłeś z formy. - Biorąc pod uwagę fakt, że żołnierz jest najlepszym i najniebezpieczniejszym człowiekiem w tym mieście, to z pewnością ma nowego pracodawcę. A przynajmniej tak myślał profesor.
Chociaż gdyby żołnierz zajmował się graniem za marne grosze, to już by naprawdę nisko upadł. Ale to miało drugie dno.
- Szedłem do hotelu z widocznym zamiarem spędzenia tego wieczoru na wygodniej kanapie przed telewizorem, w którym będzie leciał jeden z tych nudnych filmów. - Oh, Boże. Jak to brzmiało. Pewnie nie takiej odpowiedzi oczekiwał żołnierz. I nie ma w tym nic dziwnego, ale może powinien paść mu w ramiona i powiedzieć wzruszonym głosem, że wróciłby do domu. Bo pewnie to byłoby teraz najwłaściwsze.

_________________

Jim Moriarty

That's my story × My people × Call me



Every fairytale needs a good old-fashioned villain. You need me, or you're nothing.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sebastian Moran
Colonel
avatar

Join date : 24/09/2012
Liczba postów : 71


PisanieTemat: Re: Kamienny bruk   Pią Sty 25, 2013 12:41 pm

Niewiele brakowało by uśmiechnął się z zadowoleniem słysząc taką a nie inną odpowiedź na ten… specyficzny komplement. Chociaż ciężko to nazwać komplementem. Kiedyś w momentach tych największych burzy mózgów, które to profesor sobie urządzał, takie rzeczy stosunkowo dobrze na niego działało. Ale teraz mogło to zabrzmieć naprawdę dziwnie. Dlatego też Sebastian bardzo szybko się zreflektował dochodząc do wniosku, że to zabrzmiało naprawdę dziwnie. Szybko jednak przestał się tym przejmować. Miał zdecydowanie ważniejsze rzeczy na głowie niż zastanawianie się nad tym, co akurat udało mu się mniej lub bardziej trafnie palnąć.
-Na to sobie akurat nie mogłem pozwolić – odpowiedział całkiem spokojnie chociaż też z jakimś zadowoleniem. Lubił to co robił a co za tym szło wstawał chętnie do tej pracy. Chociaż zarządzanie pajęczyną nie cieszyło go tak bardzo jak mordowanie. Dlatego teraz to wyjście w teren traktował jak zbawienie i zbytek łaski bożej. Dobrze, nigdy nie należał do osób przesadnie wierzących. W cuda też zwykł ni wierzyć.
Słysząc taką odpowiedź aż podniósł zaskoczony na Jima spojrzenie. Zdecydowanie nie była to jedna z tych rzeczy, których chciał się dowiedzieć. Ba! Był przerażony w jakimś stopniu tym, co słyszał. Wielki James Moriarty nie planuje swego hucznego powrotu? Toż to niemożliwe. Na jego twarzy odmalowało się zaskoczenie, chociaż zdecydowanie lepszym słowem byłoby osłupienie. Dosłownie zamarł na moment wpatrując się właśnie z tym silnym osłupieniem w swojego profesora.
Może to dziwnie zabrzmi, ale naprawdę spodziewał się usłyszeć coś w stylu „zamierzałem spotkać się z tym i z tym a potem odzyskać to co moje” albo coś w tym stylu. Nie spodziewał się czegoś tak nudnego i… ludzkiego? Osłupienie powoli zmieniało się w zniesmaczenie a potem w lekką odrazę. Sebastian całkiem jak niezadowolony z kąpieli kot otrząsnął się z „wody”.
W końcu powoli się odezwał, bardzo uważnie dobierając słowa i wręcz je ważąc:
-Kim jesteś i co zrobiłeś z profesorem Jamesem Moriarty’m? – I tak zabrzmiało to… niezadowalająco. Chociaż chyba dobitnie pokazywało, co sądził Sebastian o tym „genialnym” planie Jima. Podszedł też do mężczyzny i bez ostrzeżenia chwycił mężczyznę za szczękę. Z wielką uwagą spoglądał w niezgłębione ciemne tęczówki profesora jakby starała się w nich coś dojrzeć. Z trudem powstrzymywał się przed utonięciem w tej smole, która zapewnie pochowała więcej niż jedną nieszczęsną duszę.
-To ty, a jednak nie ty – stwierdził spokojnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Moriarty
Napoleon of Crime
avatar

Join date : 21/09/2012
Liczba postów : 71

Skąd : Greystones, Irlandia

Humor : Too bored

PisanieTemat: Re: Kamienny bruk   Pią Sty 25, 2013 2:01 pm

Ale teraz było wszystko inaczej i według niego to wcale nie była zmiana na lepsze. Zamiast tego była to jedna z tych zmian na gorsze.
Owszem, na niego takie rzeczy wtedy wyjątkowo dobrze na umysł tego mężczyzny działały. Wszystko chyba teraz uchodziło za dziwne, więc się żołnierz tym przejmować nie musi.
- Jakoś to mnie wcale nie dziwi. - Pewne rzeczy się naprawdę nie zmieniły, a żołnierz jak widać się dobrze trzymał. I był na wolności, bo pewnie Sherlock dokładał wszelkich starań, by skutecznie pozrywać wszystkie pajęcze nici oplatające to brudne miasto. Ktoś to jednak musiał na razie robić, ale być może niedługo zostanie zwolniony z tego przykrego obowiązku.
Nie była to jedna z tych rzeczy, które chciał teraz powiedzieć. Go to też przerażało, co gorsza, sobie z tym wszystkim nie radził tak dobrze jakby chciał. A powrót planował, chociaż to szło mu wyjątkowo wolno.
On doskonale wiedział, co znaczy to osłupienie wymalowane na twarzy tego mężczyzny.
Mógł to powiedzieć, ale spotykanie się z potencjalnymi klientami i ich zwyczajnymi problemami było właśnie nudne. Tak samo jak przesiadywanie po nocach przed telewizorem. Sebastian tego nie zrozumie. Nie potrafił zrozumieć tego, że jego przełożony nie może żyć w takiej przerażającej i wszechobecnej stagnacji. Nie było nikogo tak zajmującego jak detektyw.
- Sebastian, do cholery. To nadal ja, więc nie zadawaj takich głupich pytań. - Żachnął się i znowu w głosie ciemnowłosego pojawiła się wcześniejsza złość. Ostatnie czego w tym momencie potrzebował, to osądzanie.
Kiedy do tego jego podwładny się posunął, Irlandczyk zacisnął samemu piękne wykrojone wargi w wąską linię. Nabrały one dawnego wyrazu, choć przeważała złość, której zadaniem było tłumić inne emocje.
I tak zostanie przez tą czerń pochłonięty.
- Dobrze! Już dobrze! Chodźmy stąd, nie jest to dobre miejsce na rozmowę. Napiję się chętnie kawy czy herbaty w jakimś przytulnym miejscu. Tutaj, całkiem niedaleko jest The Lanesborough Afternoon Tea, spodoba Ci się tam. Jest stosunkowo klimatycznie. – Zaczął po krótkiej chwili, chociaż wcale by się nie zdziwił, gdyby to nie wypaliło. I tak jak widać nie może już czmychnąć stąd i nie chodziło o to, że żołnierz go trzyma. Po prostu na to było już za późno.
Przestał się znęcać nad swoimi wargami, chociaż nie można powiedzieć, by miał jakąś szczególną ochotę do śmiechu. To przyjdzie z czasem. A jak na razie nikt mu nie chciał tego ułatwić.


_________________

Jim Moriarty

That's my story × My people × Call me



Every fairytale needs a good old-fashioned villain. You need me, or you're nothing.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sebastian Moran
Colonel
avatar

Join date : 24/09/2012
Liczba postów : 71


PisanieTemat: Re: Kamienny bruk   Pią Sty 25, 2013 2:57 pm

Chyba nikogo to nie dziwiło. Właściwie z żołnierzami było trochę jak ze sportowcami nie mogli się zastać, bo inaczej wypadali z formy, a to oznaczało mniej więcej tyle samo, co śmierć. Bowiem organizm wcześniej przeciążany w taki czy inny sposób bez tego przeciążenia, bez tej, chociaż niewielkiej dawki ruchu zaczynał wariować, w sensie mniej lub bardziej dosłownym. Bowiem wysiadało to, co wcześniej było w najlepszej formie. Ale już mniejsza o to jak zdrowo dbać o własne ciało czy też, co powinni robić a nie robią sportowcy czy też niektórzy żołnierze.
Zdaniem niektórych zdecydowanie za wolno. Właściwie to już dawno powinien wrócić do gry, no chyba, że obiecał komuś, że zniknie tak samo jak zniknął Sherlock. Chodziły plotki, że detektyw zamierzał wrócić, ale nikt nie brał ich poważnie. Wszyscy za to zastanawiali się, jakim niby cudem miałby przeżyć taki upadek. Cóż jak można przeżyć strzał w głowę? To chyba lepsze pytanie, a odpowiedź na nie była zaskakująco prosta. A co mają powiedzieć inni? Którzy niemieli wyboru i przez domniemaną śmierć pewnej osoby zostali na coś takiego skazani, ci którzy nie mogli zaprotestować, bo kiedy mieli taką możliwość nawet nie byli tego świadomi?
Jak mógł nie zadawać głupich pytać? Swoją drogą jego zdaniem to wcale nie było głupie pytanie. A patrząc na to, co się w ostatnich czasach działo, na te wszystkie machlojki wracających do życia przestępców, na to wszystko. Miał prawo pytać, właściwie powinien pytać, bo to było jedyne prawo, jakie posiadał. Poza tym… naukowcy zadają pytania, tylko ludzie głupi szukają odpowiedzi nawet nie wiedząc na co. Sebastian mimo iż cały czas próbował grać głupiego, nigdy taki nie był. Miał wystarczająco doświadczenia a także inteligencji by wyciągnąć z tego jakąś mądrość. Niestety nigdy nie wykształcił w sobie dość empatii by być w stanie wczuć się w inną osobę. Co gorsza wczucie się w Jima nawet dla osoby bardzo empatycznej byłoby nie lada wyzwaniem.
Nie chciał mu zrobić krzywdy, no dobrze… trochę chciał mu tą krzywdę zrobić, ale wiedział, że teraz by tym tylko jeszcze bardziej mężczyznę spłoszył. Jednak nie o to mu chodziło. Spłoszony Moriarty zachowywałby się albo jak ptak, uciekłby najdalej jakby się dało albo jak zaszczuty pies, znów zamknąłby się w sobie do tego stopnia, że Sebastian nie mógłby się z nim dogadać przez następne wieki.
-Faktycznie, nie jest to dobre miejsce na rozmowę – zgodził się by powieść dyskretnie jasnym spojrzeniem po otoczeniu. Wcale nie miał mani prześladowczej. Ciężko powiedzieć czy i w jakim stopniu słuchał swojego przełożonego odpowiedział jedynie:
-Prowadź tam w takim razie – nawet zmusił się do lekkiego aczkolwiek przyjemnego uśmiechu.
I poszli.
z/t x 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kamienny bruk   

Powrót do góry Go down
 
Kamienny bruk
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
The game is on! :: Belgravia :: Boscobel Place-
Skocz do: