IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Korytarz na parterze

Go down 
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Korytarz na parterze   Pią Lis 02, 2012 9:02 pm

***

Alex starym zwyczajem pod koniec tygodnia wstępował do szpitali. Przynosił neurologom rozcieńczone jady różnych węży. Potrzebowali ich zarówno do leczenia pacjentów jak i badania niektórych schorzeń. Kava nie pobierał za to żadnych opłat, podobnie jak nie pobierał ich za dostarczanie antidotów na różne rodzaje jadów. Cóż w Anglii trochę tych jadowitych węży było na wolności, chociaż niektórym wydawało się to wręcz nierealne. Jak te ciepłolubne gady mogły tutaj wytrzymać, w tym zimnym i mokrym kraju? A jednak zdarzały się gatunki wyjątkowo odporne na kaprysy pogody.
Kava poza dostarczaniem odtrutek na rodzime gatunki węży, dostarczał także na te typowo hodowlane gatunki. W końcu niektórzy kupowali jadowite węże i czasami nawet nie zdawali sobie z tego sprawy. Cóż idiotów nigdy na tym świecie nie brakowało.
Teraz Alex zmierzał akurat do znajomego doktora, który zajmował się badaniami nad działaniem jadów węży i potrzebował kilku odtrutek. Tak, był to człowiek bardzo przezorny, który mimo iż pracował w szpitalu wolał mieć zawsze własny zestaw antidotum. Co ciekawsze był gotów za taką możliwość nawet zapłacić. Weterynarzowi to właściwie nie przeszkadzało zwłaszcza, że czasem udawało mu się dowiedzieć czegoś ciekawego dzięki tym badaniom, a także czasami służył, jako obiekt badań. Dzięki swej odporności na ugryzienia był naprawdę ciekawym… zjawiskiem. Jak twierdził sam doktor.
Szpital? Cóż jak szpital. Pielęgniarki się włóczyły po korytarzu udając a nawet czasami coś robiąc, podobnie jak lekarze. Czasem przyjechał ktoś ciężko ranny, na sygnale. A wtedy zaczynała się wręcz symfonia ruchów i działań, którą mimo wszystko Alex lubił oglądać.
Powrót do góry Go down
Sebastian Moran
Colonel
avatar

Join date : 24/09/2012
Liczba postów : 71


PisanieTemat: Re: Korytarz na parterze   Pią Lis 02, 2012 10:53 pm

Drzwi otworzyły się z hukiem, przepuszczając oddział lekarzy i pielęgniarek, stłoczonych wokół mężczyzny na łóżku. Przekrzykiwali się nawzajem, robili miejsce na korytarzu, próbując się przepchać przez tłum ludzi, z czego większość z nich stanowiła grupa zdezorientowanych pacjentów. Którzy na domiar złego wybitnie nie wiedzieli, jak mają się zachować w dosyć nietypowej dla nich sytuacji i stali w bezruchu, zajmując przejście.
Co zdecydowanie nie ułatwiało pracy oddziałowi ratowniczemu, który już bez tego był cały w strzępach, próbując ratować życie Sebastiana Morana.
Mężczyzna leżał na łóżku, cały rozgorączkowany, nie będąc w stanie się ruszyć. Zaciskał mocno powieki i mamrotał coś nieprzytomnie, co chwila krzycząc z bólu. Prawdopodobnie nawet nie zdawał sobie do końca sprawy z tego co się dzieje. Jeśli w ogóle. W końcu bardzo ciężko jest zachować trzeźwy stan umysłu, kiedy się jest jedną nogą po drugiej stronie tego świata.
Szczególnie, kiedy ta noga jest ukąszona, zaczerwieniona i opuchnięta, w tej chwili całkowicie unieruchomiona.
Sebastian miał wrażenie, że płonie od środka, a może i płonął, może swąd palonego ciała wcale nie jest omamem. Szarpnął się, chcąc odgonić od siebie ogień słabymi, bezsilnymi rękami. Które wciąż leżały bezwładnie wzdłuż jego nieruchomego ciała.
Nie miał pojęcia, jak w ogóle do tego doszło. Jak mogło do tego dojść. Wąż? W jego mieszkaniu? A może to nie było w jego mieszkaniu. Tym bardziej nie wiedział, jakim cudem znalazł się w karetce pogotowia, wiozącej go do szpitala. On po kogoś zadzwonił? Nie, to nielogiczne, nie w jego przypadku.
Ale zresztą. Co kogo obchodziło w tej chwili, jak to się wszystko potoczyło.
W końcu ten ból, ból, ból był wystarczający by skutecznie odwrócić uwagę od wszystkiego na tym świecie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Korytarz na parterze   Pią Lis 02, 2012 11:27 pm

W szpitalu zawsze się coś działo i nie można było tutaj narzekać na nudę. Alex szedł możliwie najbliżej ściany nie chcąc mimo wszystko tamować ruchu, któremu tak lubił się przyglądać. Przypominało to nieco płynącą krew, której przepływ uniemożliwiają wszelkiego rodzaju zakrzepy, co z kolei doprowadzić może do śmierci.
Akurat pojawił się kolejny oddział ratujący życie. Zobaczył na wózku mężczyznę, który miał stosunkowo charakterystyczne dla większości chorób objawy. Jednak jedna rzecz się nie zgadzała. Rana na nodze. Charakterystyczna wręcz rozpoznawalna z daleka dla kogoś, kto się na tym zna. W Anglii rzadko zdarzają się ukąszenia, dlatego lekarze zachowują się jakby mieli styczność z poważnym wypadkiem.
Bez chwili wahania ruszył za lekarzami. Nie był typem, który ratuje ludziom życie, ale kiedy miał taką możliwość to starał się to zrobić. Poza tym lekarze zanim podadzą surowicę muszą wiedzieć, jaką a do tego przydałby się trzeźwy pacjent, a na to niestety liczyć nie mogli. Znaczy Alex też ma niewielkie szanse na rozpoznanie samego węża po ukąszeniu, ale idzie to mniej więcej poznać po skutkach ukąszenia.
-Co mu jest? – Zapytał Alex a jeden z lekarzy spojrzał na niego trochę zaskoczony. –Też jestem lekarzem – Mężczyzna był nieco zaskoczony ale potem zaczął mu wymieniać dokładnie objawy. Zdecydowanie wąż, w dodatku z dużym stężeniem neurotoksyn w jadzie.
-To jad. Ugryzł go wąż. Przemyjcie ranę, jeśli nie minęło trzydzieści minut załóżcie opaskę uciskową nad raną. Obłóżcie też nogę lodem, a tu macie odtrutkę. Nie wiem ile jadu wstrzyknął wąż, ale podajcie tego dziesięć mililitrów. Jeśli nie przyniesie skutku to dwadzieścia, ale dopiero pół godziny po pierwszej dawce. – Tłumaczył Alex przy okazji dając lekarzowi odpowiednie serum (chociaż tutaj bardziej miał nadzieję że ono zadziała niż faktycznie to wiedział). –I na razie żadnych leków przeciwbólowych oraz alkoholu bo tylko to zaszkodzi. – Dodał po chwili, chociaż jakoś nie wierzył by lekarze dali się napić pacjentowi.
Po tym wszystkim zwolnił nieco, ale wciąż szedł za grupą ratowniczą chcąc właściwie tylko mieć pewność, że robią wszystko zgodnie z zaleceniami.
Powrót do góry Go down
Sebastian Moran
Colonel
avatar

Join date : 24/09/2012
Liczba postów : 71


PisanieTemat: Re: Korytarz na parterze   Sob Lis 03, 2012 11:56 pm

Jeden z lekarzy spojrzał niepewnie na Alexa, od razu się jednak zreflektował i ponownie skupił całą swą uwagę na pacjencie. Miał pewne obawy co do jego rad, reszta oddziału jednak nie miała z tym większego problemu. Szczególnie, że mieli okazję pracować z mężczyzną nie raz. A nawet jeśli nie, słyszeli wystarczająco dużo by mu ufać.
Tak więc postąpili według jego zaleceń, nie ociągając się z podaniem surowicy. Przenieśli Sebastiana do odpowiedniej sali, podpinając go do urządzeń monitorujących i wykonując masę innych, jakże skomplikowanych dla przeciętnego, szarego człowieka czynności. Ale zaraz. Żadnych leków przeciwbólowych? Na wszystko świętości, całe szczęście, że Moran nie usłyszał tych słów, bo bez względu na to, czy było to dobre dla jego zdrowia, czy nie, zwyczajnie by przywalił osobie, która wypowiedziała to zdanie. Bo bolało, i to bardzo, jak skurwysyn.
Zgodnie z uwagą Kavy, pierwsza dawka nie podziałała od razu. Tak więc lekarze zmuszeni byli podać drugą, po minięciu odpowiedniej ilości czasu.
W tym czasie Sebastian zdążył stracić przytomność, ponownie ją odzyskać, zarzygać połowę sali, wykrzyczeć absurdalne, nie mające żadnego sensu słowa i ponownie zemdleć.
Jednak w końcu, w końcu po otrzymaniu drugiej dawki surowicy, byciu przekonanym cztery razy, że jest się już martwym i że dłużej nie zniesie, zaczęło się odrobinę poprawiać. A przynajmniej na tyle, żeby można mieć było nadzieję na wyjście z tego (prawie)cało i życia (nie)długo i (nie)szczęśliwie. Właściwie, gorączka minimalnie spadła, a oddech Morana nieco się uspokoił. Wręcz wszystko wskazywało na to, że za jakiś czas odzyska przytomność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Korytarz na parterze   Nie Lis 04, 2012 12:16 am

Dobrze w pierwszej chwili był nieco zaskoczony, że lekarz (samemu nie wiedząc jak wyleczyć) nie chce stosować się do dobrych rad. Potem jednak okazało się, że jest w mniejszości i odpowiednie procedury zostały wykonane. Właściwie gdyby nie podanie antidotum i uniemożliwienia krążenia jadu po organizmie mogłaby się ta przygoda skończyć nawet amputowaniem kończyny, którą teraz przy odrobinie szczęścia da się odratować.
Ból w jakimś stopniu miały właśnie uśmierzyć te woreczki z lodem oraz opaska uciskowa, którą wręcz na chwilę trzeba było odciąć czucie w całej kończynie. Po podaniu pierwszej dawki surowicy Alex kazał im zdjąć tą opaskę uciskową.
Węże zwykle nie wstrzykują zbyt wiele jadu, chociaż te naprawdę egzotyczne potrafią w człowieka tego świństwa wpompować nawet sto mililitrów. Dlatego podanie drugiej dawki mimo wszystko okazało się być koniecznie. Chociaż Kava cieszył się, że mniej więcej trafił z tą surowicą. Cóż przynajmniej widać było, że ciało pułkownika bardzo… walczy z trucizną, co w sumie było nawet dobre.
Weterynarz, mimo iż nie należał do personelu medycznego starał się pomagać pielęgniarkom i pielęgniarzom w miarę swoich możliwości. Poza tym, jako jeden z niewielu wiedział jak należy traktować osobę ukąszoną. Pacjent dostał kroplówkę tak by się nie odwodnił oraz na razie zimny okład by nieco zbić gorączkę, jako iż żadnych lekarstw na razie stosować nie można było. Właściwie to nawet nie powinni podawać surowicy przed zbadaniem czy pan Moran nie jest na coś uczulony, ale czasami trzeba było dmuchać na zimne i zmienić trochę kolejność wykonywanych zabiegów.
Alex skończył pomagać jednemu z lekarzy pisać raport i wrócił do sali, w której razem z pułkownikiem siedziała pielęgniarka, która pilnowała mężczyzny. Kava przywitał się z nią a potem już więcej nie zwracając na kobietę uwagi zaczął oglądać ranę po ukąszeniu. Nie wyglądało to najlepiej. Spore dziury, duża opuchlizna. Nie mógł niestety sprawdzić jak głęboko wbiły się zęby węża a to na tę chwilę chyba najbardziej go interesowało. Po długości kłów jadowych można mniej więcej określić wielkość gada. Chociaż ten musiał być całkiem spory, skoro miał wystarczająco jadu by trzeba było dwa razy surowicę podawać. Kiedy oderwał spojrzenie od tej rany po raz pierwszy przyjrzał się bliżej nieszczęśnikowi, który miał nieprzyjemność spotkać jadowitego gada. Chwilę przyglądał się nieprzytomnemu mężczyźnie by ostatecznie stwierdzić, że to niegrzeczne i nieco się wycofać. Poprosił pielęgniarkę by zawołała go jeśli pacjent się obudzi, by potem wrócić do wcześniejszego zajęcia.
Miał dostarczyć resztę surowic i chyba będzie musiał podać jakiś regulamin czy też sposób radzenia sobie z osobami pogryzionymi. Bo przecież nie zawsze był w szpitalu, a głupio by było gdyby większość ukąszeń kończyła się amputacją kończyny.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Korytarz na parterze   

Powrót do góry Go down
 
Korytarz na parterze
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
The game is on! :: Offtopic :: Kosz-
Skocz do: