IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Biuro British Secret Service: kancelaria Mycrofta Holmesa.

Go down 
AutorWiadomość
Mycroft Holmes

avatar

Join date : 23/09/2012
Liczba postów : 40


PisanieTemat: Biuro British Secret Service: kancelaria Mycrofta Holmesa.    Sob Paź 20, 2012 8:51 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mycroft Holmes

avatar

Join date : 23/09/2012
Liczba postów : 40


PisanieTemat: Re: Biuro British Secret Service: kancelaria Mycrofta Holmesa.    Sob Paź 20, 2012 9:10 pm

Chłód poranka w samym centrum Westminister dało się wyczuć nawet nie będąc na zewnątrz. Jednakże nieważne jak zimno by dziś było, nikt nie mógł pozwolić sobie na jakiekolwiek zwolnienie obrotów - w biurze panowało absolutnie niecodzienne poruszenie. Wracał Szef. Wszyscy siedzieli jak na szpilkach.
I rzeczywiście, o dziewiątej z zegarkiem w ręku drzwi do siedziby Brytyjskich Secret Service otworzyły się zdecydowanie lecz ciągle z nienachalną elegancją godną nikogo innego jak starszego z braci Holmes - Mycrofta. Idąc długim korytarzem witał się z każdym napotkanym pracownikiem lekkim skinieniem głowy. W dłoniach dzierżył skórzaną aktówkę - może niepozorną ale stylową - i swój nieodłączny atrybut, czarny parasol z rączką wykonaną z wypalanego drzewa wiśni. Nawiasem, był to prezent od Sherlocka kupiony kilka gwiazdek temu, prawdopodobnie tylko po to aby Mycroft nie miał jak odmówić gdy ten potrzebował pomocy. I owszem, potrzebował już dwa dni przed tym samym Nowym Rokiem.
Niezbyt długo zabawił w samym biurze, znikając równie szybko co się pojawił, nikogo nie racząc opowieściami z służbowego wyjazdu na który nie zabrał nawet swojej wiernej asystentki, która dla każdego kolejnego petenta posiadała inne imię. Nawet współpracownicy nie wiedzieli jak się dokładnie nazywa kobieta, która była niczym cień dla Szefa lecz nikt nie mógł jej odmówić miana najbardziej oddanego pracownika tego miejsca, choć nie jeden tyran pracy był zatrudniony w wywiadzie. Niejeden zastanawiał się też jak wielką mają z Mycroftem frajdę wymyślając kolejne to pseudonimy, jednak każdy zdawał sobie sprawę czemu tak właściwie służy ta szopka z imionami "Anthea'i" - wszyscy którzy byli w tak bliskim otoczeniu osoby, którą ktoś kiedyś określił "szyją głowy nazywanej Wielką Brytanią", musiała być szczególnie chroniona, nawet przez takie niewielkie szczegóły jak całkowite zatajenie danych osobowych.
I zaraz po zamknięciu drzwi, starszy Holmes spojrzał na niewielki zegarek na łańcuszku schowany w kieszonce kamizelki, wcześniej zdejmując jednak płaszcz i odkładając parasol. Mógł odliczać sekundy, a nie doliczył by nawet do stu, zanim delikatne, zdecydowanie kobiece pukanie do drzwi nie rozejdzie się po całej kancelarii.
Mycroft jak nikt inny na świecie zdawał sobie sprawę, że zatrudnienie "PA" na stanowisku personalnej asystentki było niczym wygranie na loterii. Zasiadł więc w fotelu i czekał, patrząc na drzwi z pełną dozą zaufania do tego, że zaraz znów przywita się z jedyną kobietą na świecie, która czekała na jego powrót "do domu".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anthea
The PA
avatar

Join date : 24/09/2012
Liczba postów : 109

Skąd : York, England

Humor : Neutralny

PisanieTemat: Re: Biuro British Secret Service: kancelaria Mycrofta Holmesa.    Nie Paź 21, 2012 12:40 am

Stało się. Wiedziała doskonale, że któregoś pięknego poranka wejdzie do budynku i wyczuje w powietrzu to przedziwne napięcie, które zwykle towarzyszyło obecności... Holmesa. Wszyscy jak na oślep, niczym banda zombie pędzili po piętrach i korytarzach szukając swoich właściwych obowiązków. Ekscytacja niczym przed zakupami przedświątecznymi czy zwykła nienawiść do całego świata? "Anthea" nie bardzo wiedziała co. Wciąż wpatrzona w wyświetlacz swojego telefonu nie spoglądała na twarze swych kolegów i koleżanek z pracy, bowiem wertowała kolejną listę osób, którzy usilnie chcieli się spotkać z samym Rządem, we własnej osobie. Jej zielone, uważne oczęta wyłapywały te ważniejsze nazwiska i w głowie układała sobie plan jak rozdysponować czasem swojego szefa tak, by każdy był zadowolony, a zwłaszcza Sir Holmes. Ciągle się na tym łapała, chciała jak najlepiej, a wcale racjonalnie nie mogła tego wytłumaczyć. Bo niby... Szef jest taki dobry? Daje takie cudowne wynagrodzenia? Jest dobrze traktowana? Tak. Ale szef to zawsze szef, nadęty bufon, który w niewidzialnej hierarchii stoi wysoko nad tobą i śmieję Ci się prosto w twarz, zapijając kolejny przypływ śmiechu butelką wina, które przeleżało w piwnicach dłużej niż lata przez które Ty, twoje dzieci i wnuki będziecie spłacać kredyt, który wziąłeś na zakup własnego mieszkania. W tym przypadku było inaczej. Jego obecność ją cieszyła i mobilizowała, a te dni w czasie których był na tajemniczym wyjeździe były jakieś takie... puste i szare. W swojej główce tak poukładała sobie fakty, żeby wreszcie zapomnieć którego dnia owy powrót ma nastąpić. Dopiero kiedy zawibrował jej telefon, piszcząc irytująco i ukazując informację o powrocie szefa, jakby odżyła. Krok przyśpieszyła, a telefon ukryła w głębokiej kieszeni swojego płaszcza. Kiedy wreszcie zasiadła przy swoim biurku, pasowało wrócić do normalnego trybu pracy. Zerknęła na niewielką stertę prasy, jeszcze spiętej sznureczkami. Sięgnęła po nie i rozpieczętowała zgrabnymi ruchami palców. Zaraz po tym zaczęła kręcić się koło ekspresu, parząc kawę i kiedy była podczas tej czynności usłyszała pseudo przyjazne zachwyty nad powrotem Mycrofta Holmesa, które nie trwały, ku jej radości, dość długo. Przewiesiła przez przedramię te kilka egzemplarzy dość strawnych gazet, a w dłoń chwyciła spodeczek, na której stała świeżo zaparzona kawa. Zgrabnym, uważnym, acz trochę pośpiesznym krokiem powędrowała w kierunku kancelarii swojego szefa, ignorując spojrzenia, które wręcz pałały niechęcią do jej osoby. Taka karma. Zapukała, a potem spokojnie weszła do środka, zamykając za sobą drzwi.
- Dzień dobrym Sir - Rzuciła wesoło, posyłając szefowi uśmiech i postawiła na Jego biurku kawę, a gdzieś z boku ułożyła prasę. Odstąpiła dwa niewielkie kroki do tyłu, złączając dłonie - Mam nadzieję, że podróż się udała i miło spędził Pan czas.
Dodała po chwili, pozwalając lekko zrzednąć uśmiechowi na jej twarzy.
- Będąc szczerą, stęsknił... stęskniliśmy się za Panem - Rzuciła, raczej bez zastanowienia. Miała ochotę wymierzyć samej sobie policzek za nieprzytomność i nieprofesjonalną postawę. Oh, Anthea, Ty geniuszu! Mimo to ogarnęła badawczym spojrzeniem posturę swojego szefa, oceniając szybko stan i czy będzie mogła liczyć dzisiaj na Jego dobre samopoczucie. Kwestie zawodowe wolała zostawić na nieco późniejszą chwilę, aby nie obarczać Go błahostkami już przy samym wejściu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mycroft Holmes

avatar

Join date : 23/09/2012
Liczba postów : 40


PisanieTemat: Re: Biuro British Secret Service: kancelaria Mycrofta Holmesa.    Nie Paź 21, 2012 11:50 am

Mycroft Holmes czasami dochodził do wniosku, że są na świecie rzeczy do których mógłby zostać zmuszony. Mogłoby to być uśpienie jego brata na czas nieokreślony w razie kolejnej niebezpiecznej weny twórczej, podniesienie podatków za pomocą swoich marionetek w Ministerstwie Finansów w czasie kolejnego kryzysu, którego jednak nie zamierzał rozpętać lub też ożenek przy wyraźnej prośbie Jej Królewskiej Mości dla ratowania wizerunku państwa. I gdyby ta trzecia opcja miała nastąpić, jedyną kobietą, której byłby w stanie powiedzieć to "sakramentalne tak" była właśnie "Anthea". To jak była profesjonalna i nieprofesjonalna zarazem było dla niego wręcz godne podziwu. Zarazem była to też jedyna osoba spoza jego grona rodzinnego, którą chronił... no może nie licząc Pana Watsona. Nie mógł się więc nie uśmiechnąć na widok tego w jaki sposób stara się wyplątać z personalnej wycieczki pod jego adresem i wcale nie miał jej tego za złe. Jednak aby dłużej nie musiała szukać jakiejś wymówki, sam uciął temat gestem, który wskazywał, że biorą się do pracy - wskazał jej fotel po prawej stronie biurka.
- Też się ciesze, że Cię widzę, PA. A teraz zdaj mi raport z dni mojej nieobecności. Liczę, że trzymałaś ciągle rękę na pulsie.
Pochylił się nad stertą papierów, którą sekretarki zdążyły już przynieść przed jego przyjściem i wziął do ręki kawę, już wiedząc, że czeka ich długi, naprawdę długi dzień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anthea
The PA
avatar

Join date : 24/09/2012
Liczba postów : 109

Skąd : York, England

Humor : Neutralny

PisanieTemat: Re: Biuro British Secret Service: kancelaria Mycrofta Holmesa.    Pon Paź 22, 2012 5:46 pm

Dziewczyna zakołysała się na stopach, balansując raz to na palcach, raz na obcasach, doskonale utrzymując przy tym równowagę. Przygryzła lekko wargę, w duchu ciesząc się że jednak aura w tym pomieszczeniu nie padła na podłogę z łoskotem i zajęczała żałośnie. Rozglądnęła się po podłodze pomieszczenia, jakby rzeczywiście "coś" miało zaliczyć bliskie spotkanie z podłożem, po czym znów wróciła spojrzeniem na pracodawcę. Uśmiechnęła się lekko i kiwnęła głową z równą delikatnością, jakby wyśmiewała tą rzekomą tęsknotę szefa. Stanęła na równych nogach, podeszła do biurka, podnosząc prasę lekko ku górze i wyciągając spod niej zapomniany notatnik, posyłając przez moment głębokie spojrzenie zielonych oczu Panu Holmesowi. Obeszła mebel i usiadła wygodnie w fotelu, zakładając nogę na nogę.
- Na ile mogłam to trzymałam, Sir - Stwierdziła, marszcząc delikatnie brwi. Odpięła notatnik i wyszukała zgrabnymi ruchami palców kilka stron na których swoje obserwacje i informację jakich zdołała się dorobić. Wzięła głęboki wdech i poczęła streszczać w głowie zapisane dość długawe myśli w krótkie słowa.
- Jeśli miał Pan dostęp do informacji to na pewno wie Pan, że spłonął St Bartholomew's Hospital - Stwierdziła na sam początek, zamykając zaraz po tym swój notatnik. Potem fakty już pięknie się łączyły.
- Media kłamały, że to robota przypadkowego podpalacza, że to wina starej instalacji grzewczej szpitala. Oczywiście to sprawka starego przyjaciela, Pana... Moriarty'ego - Dodała po czasie, na moment zatrzymując się po słowie "Pana", starając się wypowiedzieć jak najbardziej neutralnie nazwisko persony odpowiedzialnej za szaleństwa minionego tygodnia - Oczywiście gościem tych wydarzeń było też parę ciekawych, stricte martwych osób. Choćby Pański brat, Panna Adler... - Zmarszczyła lekko brwi i wydęła lekko wargi. Rozsiadła się wygodnie w fotelu, dając odpocząć plecom. Pióro, które trzymała w ręku zaczęła obracać między palcami, a jej spojrzenie na moment zniknęło w przestworzach przemyśleń.
- Nie zdołałam... - Zaczęła powoli, dalej balansując na granicy zamyślenia - Nie zdołałam dowiedzieć się nic więcej. Wiem tylko, że Moriarty porwał tą patolożkę, a Pan Sherlock zniknął wraz z Panem Watsonem w walącym się budynku.
Westchnęła cichutko, poprawiając apaszkę pod szyją, tak by nie ukazywać śladów po spotkaniu z nieznajomą kryminalistką. Nie dość że były nieestetyczne to w dodatku nie chciała się narażać na pytania, które byłyby teraz dla niej bardzo niewygodne. Miała ochotę przeprosić za swoją niedokładność, ale użalanie się nad sobą to dość słaba postawa. Miała zamiar nadrobić to czymś w najbliższej przyszłości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mycroft Holmes

avatar

Join date : 23/09/2012
Liczba postów : 40


PisanieTemat: Re: Biuro British Secret Service: kancelaria Mycrofta Holmesa.    Nie Lis 04, 2012 9:39 am

Po wszystkich słowach, które wypłynęły z ust jego wiernej asystentki, Mycroft Holmes postanowił przez następną dekadę nie robić sobie jakiegokolwiek wolnego. Wystarczyło kilka, dosłownie kilka dni aby najbliższe otoczenie zupełnie zmieniło porządek w czasie jego nieobecności i straciło całą harmonię tylko dlatego, że postanowił wyjechać i to nawet nie do końca prywatnie. I tak jak wiadomość o powrocie Młodszego Holmesa i Moriarty'ego spłynęła do nim dość gładko, ponieważ pierwszego ukrywał i znał jego zamiary, a drugi... po prostu intuicja. To nie mogło się skończyć tak po prostu jednym strzałem w głowę. Nie z Jimem. On nie umrze, póki ktoś go nie zabije permanentnie. Jest niczym robak. Bardziej zmartwiło go to, że spłonął St Bartholomew's Hospital... w końcu to niczym spalić miliony podatników, narazić zwykłych ludzi dla podniety kilku niezrównoważonych jednostek. Te dwie sekundy zamyślenia wystarczyły aby już ułożył sobie w głowie plan działania.
- A Ty jak się czujesz, Moja Droga? Wiem, że Ciebie też dopadli.
A jednak Mycroft nie był taki odcięty jakby się wydawało.
Porządek świata wracał do normy, Szara Eminencja już uruchamiała komputer, a co za tym idzie - klucz do właściwie całego świata - i powoli zaczął przywracać porządek na świecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Biuro British Secret Service: kancelaria Mycrofta Holmesa.    

Powrót do góry Go down
 
Biuro British Secret Service: kancelaria Mycrofta Holmesa.
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
The game is on! :: Offtopic :: Kosz-
Skocz do: